Paweł Wimmer - blog towarzyszący kursowi języka HTML w Helionie. Założony 10 czerwca 2006.
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
A teraz ebooki
A to moje
Abonowane kanały Youtube
Adresy e-mail
Agregatory
Blogi
Książki i ebooki
Kursy polecane
Software
Witryny



darmowe liczniki - od 17.02.2008

Nowości Helionu


Skopiuj CSS
sobota, 16 kwietnia 2011
Pogrobowcy Streichera

Publicystów odróżnia od pętaków odpowiedzialność za to, co się robi. Mamy wolność pisania dowolnych głupstw - można nieszkodliwie bzdurzyć o czymkolwiek, jeśli mieści się to w ramach wymiany poglądów, a choćby o bombie próżniowej w samolocie, o perpetuum mobile, o płaskiej Ziemi, o rządzie światowym, i co tam jeszcze komu spłynie na klawiaturę ze szwankującej mózgownicy.

Mamy w polskim Internecie kilka prawicowych platform blogowych, ku którym grawitują osoby o pokrewnych im poglądach politycznych. Najbardziej znaną jest kierowany przez Igora Janke Salon24.pl, który - przynajmniej w swoim mainstreamie - skupia stosunkowo umiarkowanych publicystów, a choć prawicowy "długi ogon" od tego umiarkowania zdecydowanie odchodzi, to jednak mimo wszystko Salon mieści się jeszcze w ramach cywilizowanej dysputy politycznej i społecznej. Każda następna stara się jednak przebić konkurentów, eskalując radykalność postaw i wypowiedzi - krzykliwość i sensacja mają przyciągnąć szeroką publiczność, realizując ambicje twórców, jak i, w perspektywie, dać dochody z reklam.

Portal Gazeta.pl poinformował ostatnio o działaniach powstałego niedawno blogowiska Nowy Ekran, w którym pojawiła się tzw. ściana hańby, czyli donosy na warszawskich strażników miejskich - zdjęcia, numery, nazwiska, adresy osób, które wypełniały swoje służbowe obowiązki podczas rocznicowej demonstracji na Krakowskim Przedmieściu. Problem w tym, że tego rodzaju działania NE tworzą atmosferę linczu. To już nie jest zwykła wymiana poglądów, krytyczne spojrzenie na zdarzenia (co każdemu przecież wolno), lecz posuwanie się do granicy, za którą widać już fizyczną agresję. To zastraszanie niebezpiecznie balansujące na granicy przestępstwa - wpisujące się zresztą doskonale w negację demokratycznego państwa, co przenikliwie opisali ostatnio publicyści polityczni, a zwłaszcza Stefan Bratkowski i Wojciech Sadurski. W historycznych analogiach nie trzeba zbyt daleko sięgać - wystarczy przypomnieć sobie okoliczności, w jakich doszło do zamordowania Gabriela Narutowicza.

Animatorzy Nowego Ekranu nie zdają sobie chyba sprawy z zagrożenia, jakie niesie tego rodzaju działanie. Wystarczyło pooglądać ostatnio migawki spod pałacu prezydenckiego, bo dostrzec zachowania ludzi - w parotysięcznym tłumie było wiele osób, które wpisują się w mentalność rycerskości wieśniaczej, podjudzone atmosferą gotowe są robić różne rzeczy, byle się jakoś wyróżnić. W każdej zbiorowości, zwłaszcza odurzonej świętym oburzeniem wywołanym cynicznie przez organizatorów, znajdą się ludzie, którzy zechcą wcielać słowa w czyn. Niech sto z nich ograniczy się do krzyku, ale znajdzie się sto pierwsza - a zbiorowisko przyciąga zwykle także ludzi zaburzonych - która zechce uruchomić pięści. Niech stu komentatorów blogu pomstuje i obraża, ale sto pierwszy gotów jest zabłysnąć przed publicznością i pobić czy zabić. Wiele lat temu oglądałem w telewizji obrazki z jakiejś manifestacji rolników zorganizowanej przez Samoobronę. W tłumie krzyczących chłopów stał spokojnie jakiś niepozorny człowieczyna, który zobaczywszy skierowaną akurat na siebie kamerę rzucił się nagle teatralnie na kordon policjantów i zaczął się z nimi szarpać, odgrywając scenę bohaterskiego oporu przeciw opresyjnej władzy. Podobnie było i przed pałacem prezydenckim.

Zachowanie w stylu cavalleria rusticana jest groźne, jest przejawem licytowania się w radykalizmie postaw. Można wyrażać niechęć, ale nie można budować nastrojów fizycznej agresji, a w owym blogowisku mamy do czynienia z działaniami, które mogą sprowokować do przemocy. Byłoby dobrze, gdyby twórcy portalu dobrze przemyśleli swoją odpowiedzialność w tej kwestii. A jego marny poziom intelektualny akurat mnie nie martwi - językiem, nastrojem i agresywną argumentacją niewiele na razie odbiega od hitlerowskiego Der Stürmer.

wtorek, 05 kwietnia 2011
Spsienie

Redaktor Knapik z TVN zadał bolesny cios prestiżowi polskich europosłów, ujawniając paskudny proceder pobierania europejskich diet za niewykonaną pracę, czyli podpisywania się na liście obecności na posiedzeniach komisji sejmowych. Ludzie ci zarabiają 10-krotność średniej krajowej, a mimo to gotowi są połasić się na tak drobne sumy, jak głupie 300 euro (wielu ludzi żyje za nie przez miesiąc). Dostają jeszcze 25-krotność średniej krajowej na prowadzenie biur, a z tego da się z pewnością nakarmić kogoś zaprzyjaźnionego czy spokrewnionego. I nie widać tu żadnych partyjnych podziałów - biorą ci, których w swoich partyjnych preferencjach lubimy, i ci, których nie lubimy.

Money 100 EUROphoto C 2010 Emilian Robert Vicol | more info (via: Wylio)

Złapani na drobnym szulerstwie wykręcają się niezręcznie przed kamerą. Poseł PiS kłamie w żywe oczy o niespodziewanej zmianie godzin obrad, choć powiadamiano o tym dobę wcześniej. Poseł PO mówi, że jemu się to nie zdarza, choć kamera bezlitośnie pokazuje, jak podpisuje listę i umyka. Poseł PJN mówi, że ma przecież inne obowiązki wobec wyborców, ale aż ciśnie się na usta pytanie: to po co przyjechałeś do Sejmu, jak nie po to, by złożyć fikcyjny podpis?. Inny poseł PJN mówi, że to nie zarobek, a dieta - a niby jest jakaś różnica, że zapytam głupio? Poseł SLD przestrzega z kolei redaktora przez mylnymi wnioskami, tak jakby redaktor nie widział tego, co widział.

 

Z Wikipedii:

Prestiż (z fr. "urok, czary", z łac. prastigiare - "sztuczki magiczne", por. prestidigitator) - autorytet, poważanie, szacunek innych osób do danej osoby.

W socjologii prestiż jest subiektywnym kryterium stratyfikacji, opartym na wartościujących podstawach emocjonalnych i obiektywnych czynnikach stratyfikacji - wykształceniu, wykonywanym zawodzie, stylu życia, dochodach. Jest również jedną ze składowych statusu społecznego.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Prestiż

Jak widać, nasi posłowie-prestidigitatorzy posiedli umiejętność wykonywania sztuczek magicznych, ale prestiż zaczyna im się ograniczać do ostatniej cechy, jaką są dochody. A na czary zaczynamy się już uodparniać, urok też już nie ten.

W ludziach jest takie pierwotne poczucie przyzwoitości i sprawiedliwości, ujawniające się zwłaszcza w zbiorowym oglądzie jakiegoś zdarzenia i w komentarzach do niego. Internauci to potężna siła, czego doświadczyła poprzednia koalicja rządowa, która chyba jako pierwsza spotkała się z tak zmasowanym przeciwdziałaniem w Internecie, co znacząco przyczyniło się do jej niechlubnego upadku. Zastanawiam się, czy i teraz internetowy vox populi nie powinien wymierzyć kopa w zadek złotoustym przedstawicielom narodu, którzy pięknie się wypowiadają o wartościach i służbie publicznej, ale bez żenady sięgają po nienależne profity. Jako wyborca uważam - zgodnie z tezą europosła - że parlamentarzyści mają wobec mnie obowiązki, tyle tylko, że rozumiem je trochę inaczej. I pewnie nie tylko ja - facebookowe i twitterowe rewolucje zmiotły już niejedną polityczną elitę. My akurat nie musimy iść na barykady - wystarczą te wirtualne.

wtorek, 15 marca 2011
Dzieci celibatu

O ustawie medialnej, w tym o jej fragmentach dotyczących Internetu, decydują ludzie, którzy z Internetem mają niewiele wspólnego. To politycy, którzy z trudem obsługują pocztę elektroniczną, nadzwyczaj niechętnie zresztą odpowiadając na maile. Mało który pisze swojego bloga, niewielu udziela się w Twitterze czy Facebooku, niemal nikt nie prowadzi strony internetowej, a jak trzeba czatować, to korzystają z pomocy asystentów. Poza nielicznymi chlubnymi wyjątkami, Internet jest dla posłów raczej utrudnieniem niż ułatwieniem w codziennej komunikacji z ludźmi, zresztą i tak są internautami dość świeżego chowu, podczas gdy większość przeciętnych użytkowników ma za sobą dziesięć, a niektórzy nawet i piętnaście lat stażu. By móc się w tych sprawach wypowiadać, a tym bardziej stanowić prawo, trzeba mieć wiedzę i doświadczenie, trzeba w tym siedzieć, trzeba to lubić - inaczej będzie trochę tak, jak z naukami przedmałżeńskimi udzielanymi przez duchownych. Internetowy celibat naprawdę nie służy ustawom roszczących sobie prawo do wyrokowania, co jest tu dobre, a co złe. Życie uczy, że chodniki kładzie się tam, gdzie ludzie wcześniej wydeptali ścieżki - jak chce się ich zmuszać do chodzenia tam, gdzie sobie władza życzy, nic z tego nie wyjdzie.

Trzymam premiera za słowo, że sprawdzi dokładnie, co jest w ustawie spuścizną prawa europejskiego, a co radosną twórczością posłów-celibatariuszy.

wtorek, 25 stycznia 2011
Moje poparcie dla Znaku

W nieobojętnej dla Polaków dyskusji wyrażam swoje poparcie dla Wydawnictwa Znak i zachęcam osoby o zbliżonych poglądach do podpisania Deklaracji poparcia.

Z deklaracji:

Jako część społeczności Internetowej pragniemy tym bardziej wyrazić swój szacunek i poparcie dla odwagi i determinacji zarówno Autora książki, jak i osób pracujących w "Znaku". Poparcie dla odwagi w dochodzeniu do prawdy, nawet bolesnej, dla kultywowania ideału wolności słowa oraz nieulegania presji i naciskom.

wtorek, 08 czerwca 2010
Debata z Bronisławem Komorowskim

W wyświetlonym poniżej interfejsie powinna być dzisiaj widoczna - od godziny 17:00 - rozmowa blogerów z kandydatem na urząd prezydenta RP, Bronisławem Komorowskim - Marszałka zapyta o parę spraw czwórka internautów, alfabetycznie: Maciej Budzich, Jacek Gadzinowski, Artur Kurasiński, Paweł Wimmer. Spotkanie ma miejsce w hotelu Radisson.

--

Po debacie: zapis

spotkanie Bronisława Komorowskiego z blogerami from mediafun on Vimeo.

piątek, 12 grudnia 2008
Obrazki z Brukseli

Prezydent Kaczyński i premier Tusk w Brukseli - w środku tłumacz.

w Brukseli

poniedziałek, 17 listopada 2008
Kamienie milowe

Politycy po obu stronach barykady nauczyli się używać terminu "PR" (PiAr) - celowo nie mówię pojęcia, gdyż zbyt często kontekst nie pasuje do sensu tego wyrazu. Zarzut o działania PiArowskie rządu szczególnie często pojawia się w ustach opozycji - jej psie prawo. Problem jednak w tym, że obecny rząd, wbrew powtarzanym sloganom, jest... za mało PiArowski. Przez naturalną dla inteligenta wstrzemięźliość powstrzymuje się przed nadmiernym gadulstwem, a że ludzie na ogół szybko zapominają, o czym mówiono na początku, można im potem wmawiać niestworzone bzdury.

Moim zdaniem obecna ekipa, po zaprezentowaniu programu wyborczego, powinna była szybko przystąpić do zbudowania przejrzystego i jasnego harmonogramu swoich działań i upublicznienia go w Internecie w postaci ostatecznych, szczególnie ważnych celów i ścieżki dojścia do nich, z kamieniami milowymi po drodze. A potem, w miarę upływu czasu, pokazywać na słupkach przebieg zdarzeń - aż się tutaj prosi wykres Gantta. Przykładowo - chcemy zbudować 1000 kilometrów autostrad, zatem rozdzielamy to na lata, umieszczamy kamienie milowe w postaci konkretnych liczb i niezbędnych ustaw, a potem pokazujemy, co się udało, a co nie i dlaczego, gdzie jesteśmy do przodu, a gdzie zostajemy w tyle. Podobnie, uwalniamy gospodarkę od biurokratycznych okowów, zatem ustawiamy kamienie milowe w postaci rozłożonych w czasie przedsięwzięć legislacyjnych. To nie musi być dokładny plan na całą kadencję, ale przynajmniej kroczący plan dwuletni.

Ludzie nie lubią, gdy traktuje się ich jak idiotów - szczerość i uczciwość jest zawsze wysoko w cenie. Jestem gotów darować odstępstwa od haseł wyborczych, gdy zostanie jasno powiedziane, dlaczego coś się nie udaje. Przykładowo, jednym ze sztandarowych haseł był podatek liniowy - okazuje się, że nie tylko opozycja się zaparła (do opozycji zaliczam oczywiście jej przywódcę, czyli "bezstronnego" prezydenta), ale i koalicjant z PSL podchodzi do sprawy jak do jeża. Tego się teraz nie przeskoczy, ale to musi krzyczeć ze strony internetowej, gdzie każda zainteresowana osoba może sprawdzić, na ile program wyborczy jest realizowany.

Jeszcze inna forma to cykliczny program telewizyjny, np. co dwa miesiące, w którym szczerze, jak na spowiedzi, rząd prezentowałby stan realizacji swoich projektów. Telewizja publiczna łaski tu nie robi, bo ... jest publiczna. Nawet jak jest tubą opozycji (swoją drogą, skandaliczny był "wywiad" z premierem w niedzielny wieczór - dziesięć minut bezsensownej rozmowy z kompletnie nieprzygotowanymi dziennikarzami).

Zapewne elementy takiej polityki informacyjnej można tu i ówdzie znaleźć, ale skoro nie jest ona dobrze widoczna, skoro ludzie dalej mają przyzerową wiedzę o działaniach rządu, to widać jest słabo realizowana. Bez tej wiedzy będzie można wmawiać obywatelowi dowolną bzdurę. A twarde dane zawsze da się sprawdzić.

czwartek, 06 listopada 2008
Pokolenie plecaczków

Amerykańskie wybory kojarzą mi się nieodparcie z polskimi, sprzed roku. Młodzi ludzie bez litości wykopali zmurszałą ideologię, polityków oglądających się uparcie wstecz, prawicowych fundamentalistów religijnych. Na swój użytek nazywam ich pokoleniem plecaczków, od noszonych na plecach laptopów. Bardzo lubię Amerykę Google'a i Mozilli, atmosferę entuzjastycznego tworzenia nowoczesnych technologii, luzu, otwartości i tolerancji. A także Amerykę solidaryzmu społecznego, współczującą ludzkiej niedoli, pochylającą się nad tymi, którym się nie udało.

Mam wielki szacunek dla osobistej odwagi i żołnierskiego honoru McCaina, ale wolę młodego, błyskotliwego prezydenta, który umie obsłużyć komputer i rozumie rolę nauki i techniki, otwarcie o niej mówi, zapowiada intensywne działania, otacza się ludźmi, którzy są w centrum wydarzeń.

Tak nawiasem, wzruszył mnie widok płaczącego Jesse Jacksona - czarnego polityka, który kiedyś, 20 lat temu, był bodaj najbliżej urzędu prezydenckiego, choć dalece nie tak, jak Obama.

Za dwa lata wybory prezydenckie w Polsce - plecaczki, szykujcie się!

wtorek, 28 października 2008
Człowiek budzący nienawiść

Mało kto budzi we mnie taką niechęć, złość, wręcz nienawiść, jak prezydencki propagandzista w roli ministra, Michał Kamiński. Co otworzy usta, to mija się z prawdą. I znowu przemiła skądinąd Brygida Grysiak z TVN24 dała ciała, nie złapała go za męskie klejnoty, pozwoliła bredzić przed kamerą, nie odwinęła się oczywistym "pan kłamie".

Politykierzy PiS mają paskudną manierę wmawiania dziecka w brzuch, ustawiania przeciwnika w określonej pozycji i walenia jak w bęben. Pytany o posiedzenie Rady Gabinetowej i sprawę euro, rzeczony Kamiński stwierdził, że rząd wmawia obywatelom, iż wprowadzenie euro pomoże nam na kryzys, a przecież kryzys mamy teraz, więc jaki sens ma wprowadzanie euro, a że poza tym to temat zastępczy, mamy inne problemy, i tak dalej, i tym podobne. Otóż rząd nigdy nie twierdził, że wprowadzenie euro w 2012 roku pomoże nam w obecnym kryzysie. Pan minister zwyczajnie łże, wprowadzając widzów w błąd, przynajmniej tych mniej wykształconych. A nasza reporterka słuchała tych banialuk bez zmrużenia oka, zadawała kolejne przygotowane pytania, ani razu nie zaregowała jak rasowy dziennikarz, dała sobie (i nam) nakopać do zera.

sobota, 18 października 2008
Ten pan chce być prezydentem

Pamiętacie, jak dwa lata temu podjęliśmy w Internecie akcję pod hasłem Głosując na PiS, głosujesz na Samoobronę? Jak rok temu skrzyknęliśmy się w Sieci przeciwko rządom PiS? Dwa razy skutecznie.

Ten pan znowu chce być prezydentem. Przeczytaj sobie ten tekst i zastanów się, czy ktoś tak nieopanowany ma moralne prawo ubiegać się ponownie o najwyższy urząd w państwie. Ja po prostu oniemiałem, to jakieś horrendum.

Swoją drogą, mówienie o sobie "najwyższy reprezentant państwa" brzmi dość komicznie. Do wczoraj mi brzmiało - teraz jestem zszokowany.

No to jak, koleżanki i koledzy, robimy nową akcję?

Już dawno nie oznaczałem wpisu kategorią Polityka.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5