Paweł Wimmer - blog towarzyszący kursowi języka HTML w Helionie. Założony 10 czerwca 2006.
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
A teraz ebooki
A to moje
Abonowane kanały Youtube
Adresy e-mail
Agregatory
Blogi
Książki i ebooki
Kursy polecane
Software
Witryny



darmowe liczniki - od 17.02.2008

Nowości Helionu


Skopiuj CSS
środa, 03 sierpnia 2011
Nie żyje Jurgi

Artur Jurgawka, znany w Sieci jako Jurgi, nie żyje. Informację tę podał portal terazTurek.pl. Żył zaledwie 35 lat.

Zacytuję wiadomość:

Artur Jurgawka, a dla większości po prostu "Jurgi" przez wiele lat związany był z turkowskim środowiskiem literackim. Swoją poetycką pasję starał się zaszczepić młodym mieszkańcom miasta i powiatu podczas warsztatów w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Turku oraz w stowarzyszeniu "Przystań". Artur był także członkiem redakcji Tygodnika Spraw Lokalnych "Obserwator", w którym przez kilka miesięcy pełnił również obowiązki redaktora naczelnego. Prowadził także blog "Wyśmiewisko różności", gdzie zamieszczał m.in. swoje wiersze, a w ostatnim okresie współpracował z portalem KopalniaWiedzy.pl

Artura nie znałem osobiście, ale w Sieci spotykaliśmy się od wielu lat. Był błyskotliwym komentatorem wydarzeń, znanym ze swoich oryginalnych złotych myśli, szczególnie w Twitterze. Był jasną twarzą polskiego Internetu, człowiekiem inteligentnym, przyjaznym i życzliwym światu. Jeszcze kilka dni temu wymienialiśmy uwagi w portalach spolecznościowych.

Ta śmierć jest dla mnie wstrząsem, zważywszy szczególnie tak młody wiek Artura. Nie wiem nawet, komu się poskarżyć na tę niesprawiedliwość. I nie ukrywam, że piszę to ze łzami w oczach, bo bardzo go lubiłem i szanowałem.

20:27, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (6) »
piątek, 08 lipca 2011
20 lat Supermemo

Minęło właśnie 20-lecie firmy, o której myślę wyjątkowo ciepło - 5 lipca 1991 roku powstała firma Supermemo, która wyznaczyła standardy w dziedzinie nauki za pomocą powtórek. Najlepiej oddać jej głos:

5 lipca 1991 roku dwóch studentów Politechniki Poznańskiej zakłada firmę SuperMemo World. Są młodzi, inteligentni i mają rewolucyjny pomysł - komputery, które są jeszcze wtedy rzadkością, powinny pomagać ludziom w nauce! Oszczędzać ich czas, sprawiać, żeby nauka była wygodna i co najważniejsze - efektywna. Krzysztof i Piotr stawiają sobie za cel odkrycie sposobu na to, aby KAŻDY MÓGŁ ZAPAMIĘTAĆ dowolną ilość dat, definicji, nazw, nazwisk, słów, pojęć - słowem, wszystkiego.Wkrótce powstaje algorytm SuperMemo i pierwsze programy komputerowe do nauki na nim oparte. Jednocześnie wynalazcy metody SuperMemo zauważają, że opracowana przez nich metoda staje się ratunkiem dla tych, którzy bezskutecznie próbują opanować język obcy.

http://www.supermemo.pl/node/726

Do świata komputerów przeniósł ją dr Piotr Woźniak - w ciągu 20 kolejnych lat powstało wiele wersji oprogramowania, choć już wcześniej, jeszcze przed formalnym założeniem firmy, tworzona była wersja dla DOS, a pierwsze badania podjęto jeszcze w 1984 roku. To był jeden z pierwszych programów w moim komputerze (pod koniec lat 80-tych), którym pasjonowałem się przez długie lata, tworząc do kolejnych jego wersji mnóstwo baz językowych - właśnie języki, a szczególnie słówka, są najwdzięczniejszym tworzywem dla tego programu - wyjątkowo skutecznego w procesie nauczania. Docenionego zresztą wielokrotnie w świecie informatyki, także prestiżowym tytułem Software for Europe, jak również milionami kopii zakupionych na całym świecie i rekomendacjami lingwistów.

Szacunek, szczególnie dla Piotra, którego miałem przyjemność poznać jeszcze w latach 90-tych. To przykład wielkiego sukcesu polskiej firmy komputerowej - niemal maratońskiego jej biegu, chciałoby się powiedzieć, zważywszy to, że Piotr jest właśnie maratończykiem.

A tak przy okazji, całkiem już na marginesie - obok programu Supermemo, jego wersji webowej, dla Windows Mobile i iPhone'a, przydałaby się jeszcze wersja dla Androida, co postuluję jako świeżo upieczony "androidowiec".

19:27, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (27) »
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Opowiemy im, jak żyli...

W jednej z końcowych scen "Ostatniego samuraja" kapitan Nathan Algren przynosi cesarzowi Japonii miecz zmarłego księcia Katsumoto - cesarz prosi kapitana, aby opowiedział, jak książę zginął, na co Algren mówi: "nie, opowiem ci, jak żył".

Między cmentarzem żydowskim na Okopowej, a Pomnikiem Bohaterów Getta przy Zamenhofa jest półtorakilometrowa "oś martyrologiczna", którą wędrują grupy izraelskiej młodzieży przyjeżdżające do Polski w ramach akcji wychowawczej. Choć powoli się to zmienia, ciągle nasz kraj jest traktowany jak miejsce śmierci wielkiej, 3,5-milionowej społeczności żydowskiej, a nie jak miejsce jej życia.

Od Cmentarz Żydowski w Warszawie

Podpis: grupa młodzieży izraelskiej na cmentarzu żydowskim przy Okopowej (zdjęcie wykonane za zgodą fotografowanych)

Zapewne nie wszyscy wiedzą, że w przedwojennej Polsce żyło aż 40 procent europejskich Żydów, że Warszawa była drugim co do wielkości "żydowskim" miastem na świecie (400 tys. mieszkańców), po Nowym Jorku. Powstanie obozów zagłady w Polsce było motywowane - jak okrutnie by to nie zabrzmiało - względami logistycznymi, a nie jakąś szczególną niechęcią Polaków do swoich żydowskich sąsiadów, jak by to chcieli widzieć niektórzy niechętni nam ludzie. 800-letnia historia wspólnego życia nie była wcale usłana różami, zdarzyło się wiele niegodziwości, ale jest faktem, że to do Polski uciekali często przed prześladowaniami europejscy Żydzi, że tutaj właśnie znaleźli stosunkowo najwięcej swobody i najmniej opresyjne warunki do życia. Ale tutaj też doświadczyli pierwszego holokaustu, jakim była straszna rzeź ludności żydowskiej podczas powstania Chmielnickiego w połowie XVII wieku, po której z mapy znikły setki miejscowości, a społeczność żydowska odrodziła się dopiero po stuleciu. Rzeczywistość nie była nigdy czarna ani biała - to paleta odcieni szarości i trzeba mieć tego świadomość, by nie idealizować stosunków polsko-żydowskich, ani ich też nie demonizować (przeczytaj nowy wpis Telemacha).

Z przyczyn religijnych i kulturowych Żydzi byli społecznością introwertyczną, wycofaną, niezbyt chętnie integrującą się z gospodarzami ziem, na jakie przybywali, choć bezwzględnie lojalną wobec władzy. Byli rolnikami, rzemieślnikami, drobnymi kupcami, ale duża część lepiej wykształconych i bogatszych Żydów poddała się asymilacji i zintegrowała z polskim społeczeństwem, przynosząc najpierw cenną wiedzę z dziedziny handlu i finansów, a w następnych stuleciach wnosząc bardzo duży, nadproporcjonalny wkład w polską kulturę i naukę, w życie społeczne - byli to uczeni, artyści, przemysłowcy, kupcy, lekarze, adwokaci, dziennikarze, pisarze, architekci, których nazwiskami chlubimy się do dzisiaj, bo są częścią polskiego życia, polskiej kultury. To właśnie o nich mówił Marian Turski (Polityka 23, 2011) w rozmowie z Barackiem Obamą przed budowanym właśnie Muzeum Historii Żydów Polskich, podkreślając, że muzeum ma być nie upamiętnieniem martyrologii, lecz właśnie świadectwem wkładu polskich Żydów w światowe dziedzictwo (wspaniałym przykładem tego wkładu jest choćby polska matematyka, a bliskim mi osobiście przykładem jest dzieło Ludwika Zamenhofa). Ma mówić o życiu, nie o śmierci.

Od MHZP

Podpis: budowa Muzeum Historii Żydów Polskich, stan z lutego 2011

Śledzę uważnie ten projekt (to trzecia co do wielkości na świecie placówka kulturalna związana ze społecznością żydowską) i oczekiwałbym po nim, że będzie nowoczesną, multimedialną, skomputeryzowaną ekspozycją, która przyciągnie setki tysięcy gości rocznie i stanie się naturalnym kontrapunktem dla cmentarza, pomnika czy Umschlagplatzu. Jak też, że dzięki Internetowi przyciągnie dalsze miliony osób, stając się też wizytówką polskiego wkładu w rozwój cywilizacyjny, bo byli to obywatele naszego kraju i przedstawiciele polskiej kultury, nawet gdy kraju tego nie było na politycznej mapie świata. Opowiemy w nim, jak żyli, a nie jak umarli.

00:12, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (9) »
wtorek, 31 maja 2011
Nadwrażliwy Gmail

System antyspamowy Gmaila jest bardzo skuteczny, do tego stopnia, że potrafi wrzucać do skrzyneczki ze spamem także jak najbardziej zacne przesyłki. Niedawno dopytywałem się w pewnej firmie o jakieś oprogramowanie i uprzedzono mnie, że dostanę odpowiedź e-mailem, ale muszę na wszelki wypadek sprawdzać spam, do którego czasem wpada poczta od tej firmy. Dzisiaj historia się powtórzyła - kolejna firma uprzedziła o tej sytuacji, zatem coś jest na rzeczy.

Folder ze spamem mam na stałe widoczny i regularnie do niego zaglądam, bo sam już wielokrotnie przekonałem się o nadwrażliwości Gmaila - mniej dotyczy to może osób prywatnych, ale newslettery i oferty reklamowe od firm, a szczególnie portali, regularnie lądują w tym miejscu. Zatem ogólne zalecenie jest proste - sprawdzać, nie zawierzać ślepo automatom. Wystarczy przelecieć wzrokiem listę nadawców i tematów listów, aby przekonać się, czy czujny Gmail nie dał w łeb jakiejś interesującej informacji.

Swoją drogą, jest dużo lepiej niż kiedyś. Gdy wiele lat temu założyłem skrzynkę w Hotmailu, byłem wprost zalewany spamem, codziennie było tego cholerstwa na tony, a usuwanie kolejnych kuszących ofert zajmowało mi wiele minut dziennie - była to prawdziwa stajnia Augiasza wykorzystywana bezlitośnie przez nieliczących się z przyzwoitością spamerów. Dziś i Hotmail całkiem dobrze radzi sobie z tą plagą. Zresztą akcje komand antyspamowych też są dość skuteczne i samego spamu jest znacznie mniej niż dwa-trzy lata temu - teraz dostaję codziennie już "tylko" dziesiątki, a nie setki takich przesyłek. W nieustannej walce tarczy z mieczem tarcza wydaje się być coraz bardziej odporna.

10:20, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (11) »
środa, 25 maja 2011
Wielkie susy małej pandy

Po nieco niemrawych pierwszych tygodniach obecności na rynku, Firefox 4 rozpędził się wreszcie i w ostatnich paru tygodniach zyskiwał po 3-4 punkty procentowe - obecnie, z udziałem 21,20%, zajmuje już drugie miejsce za FF3. Wiadomość o pojawieniu się wersji 5 beta cieszy, gdyż tym energiczniej będzie wymuszać przechodzenie na nowsze wersje, a to jest z kolei sprawa bardzo istotna dla webmasterów wypatrujących postępów w silnikach. Ciekawe, co dało taki rozpęd - czyżby aktualizacje rozszerzeń, bez których liczni użytkownicy nawet nie dotykają nowszych wersji przeglądarki?

Po raz pierwszy od początku kariery Chrome dostał zadyszki i od dwóch tygodni tkwi na poziomie 14,5%, Internet Explorer obronił się przed spadkiem poniżej 25% i nawet nieco się odbił, ale z kolei bardzo anemicznie zyskuje popularność IE9 - ruch po kilkanaście setnych procenta co tydzień to dużo za mało i ciągle jeszcze najnowsza wersja jest gorsza od skazanego na wymarcie IE6.

12:50, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (7) »
niedziela, 22 maja 2011
Nadgorliwość tłumacza

W ciągu z górą dwudziestu lat bojów z komputerami widziałem już wiele zabawnych rzeczy, a tłumaczenia terminologii komputerowej przynosiły szczególnie wiele powodów do wesołości, choć oczywiście w większości przypadków były to co najwyżej drobne niezręczności terminologiczne czy stylistyczne.

Jednak dzisiaj dostrzegłem wpadkę, która bije chyba wszystkie znane mi rekordy - w Galerii fotografii usługi Windows Live 2011 (skądinąd bardzo przyjemnym programie do zarządzania fotografiami w Windows 7), jest polecenie grupowania wyświetlanych fotografii z pokaźną liczbą opcji - a jedna z nich... no sami spójrzcie i spróbujcie się domyślić, jak brzmi anglojęzyczny oryginał :-)

22:48, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (21) »
sobota, 07 maja 2011
Gazety - sprzedaż e-wydań

W Teleskop.pl są publicznie dostępne dane dotyczące sprzedaży gazet i czasopism. Ciekawą informacją jest niewątpliwie sprzedaż wersji elektronicznych. Przodują tutaj zdecydowanie Dziennik Gazeta Prawna i Rzeczpospolita, zaś trzecia, Gazeta Wyborcza, jest już wyraźnie z tyłu. Trudno ukryć, że nie są to ciągle zachęcające wyniki.

Tabela zawiera dane 15 czołowych tytułów za marzec 2011 i posortowana jest według sprzedaży e-wydań.

Tytuł Średni nakład jednorazowy Sprzedaż wydań drukowanych Sprzedaż  e-wydań
Dziennik Gazeta Prawna 132 157 69 205 8 813
Rzeczpospolita 181 631 99 537 6 606
Gazeta Wyborcza 418 578 270 474 1 589
Lubelska Gazeta Bezpłatnych Ogłoszeń Anonse 16 771 11 722 1 452
Gazeta Podatkowa 58 523 31 865 1 135
Puls Biznesu 20 617 12 415 1 076
Gazeta Lubuska 40 465 31 086 993
Świętokrzyska Gazeta Bezpłatnych Ogłoszeń Anonse 12 512 8 510 713
Radomska Gazeta Bezpłatnych Ogłoszeń Anonse 10 053 7 062 583
Polska Kurier Lubelski 11 023 5 834 576
Parkiet Gazeta Giełdy 14 834 4 750 574
Oferta 12 536 4 956 351
Gazeta Współczesna 19 048 11 567 339
Polska Dziennik Bałtycki 47 403 36 423 311
Kurier Poranny 16 508 11 550 214
22:10, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (3) »
środa, 04 maja 2011
Licencja na zabijanie?

Bogdan Miś poparł w blogu działania min. Sikorskiego, który wytoczył procesy wydawcom kilku portali, na których pojawiają się agresywne, rasistowskie wypowiedzi - mówiąc wprost, antysemickie. Jak wiadomo, małżonka ministra Sikorskiego, wybitna dziennikarka Anne Applebaum, pochodzi z rodziny amerykańskich Żydów. Pod wpisem wywiązała się polemika, na ile jest to działanie zasadne, czy nie jest to już próba kneblowania Internetu. W takim ujęciu mielibyśmy tu konflikt dwóch wartości - wolności Internetu i zasad współżycia społecznego.

Wolność jest wartością fundamentalną i już niejednokrotnie internauci (ja też) sprzeciwiali się rozmaitym próbom narzucania ograniczeń w Internecie. Jednak wolność nie jest tożsama z licencją na zabijanie. Walka z kibolami na stadionach nie jest walką z piłką nożną. Prawo chroniące obywateli państwa przed przestępstwami nie jest walką z wolnością ich popełniania, tylko naturalną formą obrony przed nimi. Brak jakiejkolwiek reakcji na chamstwo, na rozpasanie internetowego kibolstwa jest traktowane przez autorów tych wypowiedzi (bez wyjątku anonimowych) jak zezwolenie na dalsze ekscesy, a panoszący się słowny bandytyzm ma niestety tendencję do samopowielania się, a nie samoograniczania. Niebezpieczeństwo polega na tym, że do Internetu wchodzą co roku kolejne setki tysięcy ludzi, którzy w jakiejś tam części przyłączają się do chóru, licytując się w bezmyślnym chamstwie i brutalności. Być może kilka spektakularnych procesów otrzeźwiłoby co bardziej zapalczywe głowy i skłoniło do większego umiarkowania (zaś moderatorów do większej uwagi) - przypomniało, że skoro hamulcem nie jest poczucie przyzwoitości i elementarna grzeczność, to jest nim przynajmniej obowiązujące prawo.

Jestem daleki od twierdzenia, że chamstwo jest dominującą cechą forów dyskusyjnych. Jestem głęboko przekonany, że zdecydowana większość internautów to normalni ludzie chcący czerpać z Internetu wiedzę i przyjemność z kontaktowania się z innymi. Problem w tym, że ta agresywna mniejszość jest krzykliwa i mocno widoczna, a jedna podła wypowiedź przykrywa sobą dziesięć czy dwadzieścia innych. Mam obawy, że nie istnieje naturalny homeostat, który sam ureguluje zachowania na publicznych forach i konieczne są działania, które utemperują agresję. Mocno podkreślam przy tym, że nie ma to nic wspólnego z cenzurą Internetu, tak jak paragrafy prawa karnego nie są opresją wobec społeczeństwa, lecz formą jego ochrony. Dlatego zgadzam się ze stanowiskiem Bogdana Misia.

20:47, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (10) »
wtorek, 03 maja 2011
Randka bez finału

Nie mogąc obejrzeć filmu w Polsacie, nagrałem go sobie na nagrywarkę. W wolnej chwili zasiadłem przed telewizorem, by po 164 minutach oglądania stwierdzić z wściekłością i rozczarowaniem, że nagranie zakończyło się na ileś tam minut przed końcem filmu.

Sieci kablowe już od lat oferują usługę nagrywania zaprogramowanych wcześniej emisji. Jako zaprzysięgły miłośnik filmów popularnonaukowych chętnie korzystam z tej możliwości, zwłaszcza gdy rozmaite obowiązki nie pozwalają swobodnie dysponować czasem. Jest to szczególnie wygodne wtedy, gdy mogę zarejestrować cały cykl - oprogramowanie nagrywarki pamięta o wszystkich terminach i usłużnie dostarcza kolejne odcinki cyklu.

Erm... (again)photo C 2007 Dave Wild | more info (via: Wylio)

Współpraca dostawcy usług ze stacjami telewizyjnymi wymaga jednak dyscypliny czasowej, gdyż od tego zależy wykorzystanie oferowanych dzisiaj możliwości technicznych. Niestety, pogoń za dochodami sprawia, że godziny emisji rozjeżdżają się z dostarczonym wcześniej do sieci kablowych harmonogramem - normą jest rozpoczynanie emisji kilka minut po czasie, gdyż wcześniej lecą reklamy. Nie mam oczywiście nic przeciw reklamom - to podstawowe źródło dochodów stacji, dzięki czemu nie muszę płacić za program (pomijając naturalnie abonament RTV). Jednak gdy szukanie dochodów przeradza się w lekceważenie widza, a skutkiem jest opisana na wstępie sytuacja, budzi to już złość. Nie chciałbym używać zbyt frywolnych porównań, ale to jak randka bez finału, gdzie druga strona wychodzi o ustalonej godzinie, nie patrząc, czy coś wynika z zainwestowanego w schadzkę czasu. Rodzi to po prostu wściekłość i frustrację.

I niech mi nikt nie mówi, że stacja telewizyjna nie odpowiada za taki przebieg randki - czuję się okradziony z czasu, jaki poświęciłem na oglądanie urwanego filmu, a to już jest sprawa, która mogłaby się stać przedmiotem zainteresowania organizacji konsumenckich. Zważywszy, że miliony ludzi korzystają z sieci kablowych, a coraz większy odsetek dysponuje nagrywarkami, sprawa dotyczy niezliczonych tysięcy nabitych w butelkę widzów. Nie mogę powiedzieć, że jest to nagminnie występujące zjawisko, ale zdarzyło mi się to już szereg razy, najczęściej zresztą w przypadku emisji Polsatu, choć żadna ze stacji nie jest tu wolna od zarzutów. Teoretycznie mogę wprawdzie ustawić na końcu kilkuminutowy margines bezpieczeństwa, ale zapewne mało kto wie o takiej opcji, więc problem nie znika - podobnie przecież większość użytkowników komputerów nie grzebie w fabrycznych ustawieniach systemu operacyjnego. Poza wszystkim taki margines zabiera cenne miejsce w nagrywarce.

Dobry amerykański adwokat zapewne bez problemu rozegrałby taką sprawę na korzyść konsumentów - wszystkie strony podejmują przecież określone zobowiązania, a moim jest płacenie za otrzymany pakiet cyfrowy. Ja wywiązuję się z umowy i oczekuję tego samego od innych - guzik mnie obchodzi, że stacja chce napakować dziesięć minut reklam przed filmem. Niech w takim razie lepiej planuje godziny emisji i nie sprawia widzom takich paskudnych niespodzianek, bo w końcu się wkurzą.

--

Późniejszy dopisek: historia powtórzyła się następnego dnia; pogratulować Polsatowi dokładności - oczywiście film był wypchany do oporu reklamami, a przecież reklamy ważniejsze od widza.

06:07, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (13) »
piątek, 29 kwietnia 2011
Jak cię widzą…

Społeczności internetowe przeorały gruntownie nasze codzienne doświadczenie - od lat już mam wielokrotnie więcej znajomych w Internecie niż w świecie rzeczywistym, ale ogromnej większości z nich nigdy nie spotkałem osobiście. Nierzadko nie wiem nawet, jak wyglądają, bo nie są skłonni pokazywać swoich zdjęć, a przecież twarz znajomego jest jego najbardziej oczywistym "interfejsem" w świecie rzeczywistym, decydującym często o pierwszym wrażeniu - to naturalna ludzka reakcja. Ale nie przeszkadza mi to traktować niektórych jak przyjaciół.

Crowd - Union Sq. (LOC)photo C 1910 The Library of Congress | more info (via: Wylio)

Konstrukcja serwisów społecznościowych powoduje, że każdy z nas ma jakąś grupę znajomych - czasem dziesiątki, czasem setki osób. Te kręgi tylko częściowo pokrywają się ze sobą, wskutek czego w wypowiedziach znajomych spotykam zarówno swoich znajomych, jak i komentarze osób, z którymi nie mam bezpośredniego kontaktu (albo tylko jedna ze stron obserwuje drugą, jak w Twitterze czy Buzzie). Za każdym razem tworzy się więc doraźna grupa uczestników jakiegoś wątku dyskusyjnego, która rozpada się zaraz po jego wygaśnięciu i tworzy w odmiennej konfiguracji w innym, aczkolwiek oczywiście dałoby się, sporym nakładem pracy, opracować statystyczną częstość kontaktowania się z różnymi osobami, jeśli za kontakt uznamy wystąpienie w tym samym wątku dyskusyjnym, albo i choćby czyste "lajkowanie".

Ta doraźność i niesystematyczność kontaktów powoduje, że tylko my, jako inicjatorzy czy uczestnicy jakiejś dyskusji znamy tak do końca swoje intencje i kontekst rozmaitych wypowiedzi. Jest mnóstwo powodów, dla których możemy być nie do końca poprawnie albo i wręcz źle zrozumiani. Ja sam mogę się wypowiadać niejasno, mogę milcząco nawiązywać do innych swoich wypowiedzi, których akurat nie znają moi rozmówcy, ci z kolei mogą po prostu nie zrozumieć, co mam na myśli. Nie jesteśmy nawet w stanie prześledzić komentarzy wszystkich swoich znajomych, bo przecież ta "rolka" leci jak oszalała, a człowiek nie może nieustannie siedzieć w Facebooku czy Twitterze i czytać, co kto powiedział.

Do tego dochodzą jeszcze rozmaite emocje (jakże dziś typowe rozbieżności na tle politycznym, czego dowodem są wojenki w Twitterze) i uprzedzenia. A czasem zwykłe, irracjonalne sympatie i antypatie, których proweniencji nie sposób nawet dociec. A potem dziwimy się, dlaczego ktoś nas krytykuje czy wyśmiewa, skoro jesteśmy tacy mili, mądrzy i sympatyczni.

Ten splot okoliczności i przypadkowość zdarzeń powodują, że jesteśmy nieustannie narażeni na nieporozumienia, nawet gdyby założyć dobre intencje wszystkich uczestników tego buzującego kotła kontaktów. Wykształcamy w sobie swój własny obraz, który może mieć niewiele wspólnego z tym, jak jesteśmy postrzegani przez innych. Niektórzy znajomi już dawno doszli do wniosku, że powinni się ograniczyć do jednego miejsca, bo tylko wtedy są w stanie jakoś tam zapanować nad tym olbrzymim strumieniem informacji i nad własnym przekazem. I nieważne, czy będzie to pokrzykiwanie w Twitterze, czy facebookowe uniwersum, czy też solidniejsze, nieskrępowane technikaliami dyskusje w Buzzie.

09:15, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 88