Ostatnie notki
Zakładki:
A to moje
Abonowane kanały Youtube
Adresy e-mail
Agregatory
Blogi
Książki i ebooki
Kursy polecane
Software
Witryny
Nowości Helionu
|
poniedziałek, 28 grudnia 2009
70 tutoriali HTML5 i CSS3
W Sieci jest coraz więcej mniej czy bardziej detalicznych opisów rozmaitych aspektów HTML 5 i CSS 3 - choć interpretacja tych języków przez przeglądarki jest jeszcze mocno ułomna, warto powoli zapoznawać się z nieodległą przyszłością nowoczesnej webmasterki. Serwis CSS3 Gallery zamieścił listę 70 tutoriali: http://www.css3gallery.net/css3-articles/70-css3-html5-tutorials/
sobota, 26 grudnia 2009
HTML 5 w oczach Google
Polecam trzy kilkudziesięciominutowe prezentacje wideo opracowane przez specjalistów z Google - znalazłem je w serwisie Woorkup: http://woorkup.com/2009/12/26/3-must-see-video-presentations-about-html-5/. Najlepiej oglądać je bezpośrednio w YouTube, w poszerzonym widoku odtwarzacza. Nie są to "nówki", pochodzą z ostatnich kilku-kilkunastu miesięcy.
piątek, 25 grudnia 2009
Spółdzielnie w AdTaily - czemu nie?
W czwartek opublikowałem wpis z paroma pytaniami dotyczącymi AdTaily, pisząc też o swoim eksperymencie, jakim jest połączenie w jednej reklamie trzech już moich serwisów, mających razem blisko 100 tys. odsłon reklamy. Okazuje się, że statystyki będą uwzględniać wyświetlanie tego samego widżetu w trzech miejscach. W komentarzach do poprzedniego wpisu sdsi zauważył, że można by łączyć nie tylko siły różnych serwisów tej samej osoby, ale i serwisy różnych osób. Mówiąc wprost, serwis AdTaily musiałby pomyśleć o wprowadzeniu spółdzielni, do których skrzykałoby się kilka osób i wyświetlało tę samą reklamę we wszystkich stowarzyszonych serwisach. Przykładowo, jeśli 10 osób ma po 10 tys. odsłon, mają bardzo małą szansę załapania się na reklamę. Jeśli połączą siły i dadzą cenę nie jako sumę indywidualnych cen, lecz z pewną degresją, mają znacznie większą szansę na pozyskanie reklamy niż w rozproszeniu. AdTaily automatycznie dzieliłoby dochody według rzeczywistych odsłon i rejestrowało je na kontach, więc rozwiązałby się problem dzielenia. Wymaga to oczywiście wprowadzenia stosownych rozwiązań technicznych. To chyba niezły pomysł, prawda? Feedburner - konkurent Twitterfeeda
Nie ma przebacz, nawet w świąteczny poranek, z lekkim kacem, jeszcze pełnym brzuchem i śladami kolędy na ustach trzeba coś zrobić dla ludzkości. W maju opisałem procedurę rejestrowania blogu w serwisie Twitterfeed, dzięki któremu w Twitterze lądują automatycznie powiadomienia o nowych wpisach w naszym blogu. Od niedawna funkcję tę włączył również należący bodaj od roku do Google'a serwis Feedburner. Rejestrowanie blogu w Feedburnerze nie jest akurat przedmiotem tego wpisu, natomiast gdy chcesz, aby już zarejestrowany blog był połączony z Twitterem, wykonaj prostą sekwencję czynności:
Od tego momentu każdy nowy wpis będzie automatycznie popychany do Twittera i będzie miał przykładową postać: Mój blog: Kilka pytań w sprawie AdTaily: Obserwuję poczynania AdTaily i odnoszę wrażenie. http://goo.gl/fb/XkWr Zauważ, że Google zastosuje tutaj skrót linku za pomocą swojego nowego serwisu do skracania linków goo.gl. Na marginesie, jeszcze dwie uwagi dotyczącego samego Feedburnera. Po pierwsze, jestem rozczarowany, że Feedburner nie przechwytuje automatycznie już istniejących blogów i ich subskrypcyjnego urobku, mimo że należy teraz do Google'a. Zarejestrowałem sobie w ramach testu Poradnik internauty i na koncie mam 0 subskrybentów, a serwis nie widzi wcale tych 8160 osób korzystających z Google Readera, którymi chciałbym się puszyć, wystawiając gdzieś subskrypcyjną plakietkę Feedburnera. Po drugie, gdyby przyszło mi kiedyś do głowy zrezygnować z prowadzenia tego blogu (a czasem poważnie o tym myślę), a założyć inny, gdzie indziej, chciałbym automatycznie przekierować subskrybentów do nowego miejsca, aby nawet nie zauważyli, że coś się zmieniło. Dostawaliby w dalszym ciągu pełną treść w czytniku, a skąd by ona pochodziła, nie byłoby już istotne. A w obecnej sytuacji człowiek jest uwiązany, bo żal tracić cenną publiczność i rozpoczynać wszystko od początku.
czwartek, 24 grudnia 2009
Kilka pytań w sprawie AdTaily
Obserwuję poczynania AdTaily i odnoszę wrażenie - aczkolwiek moje obserwacje są dość wyrywkowe - że zainteresowanie nim nieco w ostatnich miesiącach siadło. Jeśli się mylę, to proszę o sprostowanie. Ponieważ w trakcie różnych eksperymentów zauważyłem, że możliwe jest podpięcie w różnych serwisach tego samego widżetu, doszedłem do wniosku, że lepiej jest połączyć dwa prowadzone przez siebie serwisy i wyświetlać tę samą reklamę w obu jednocześnie. Dla próby zrobiłem to z Kursem HTML i Poradnikiem internauty, jako że i tak daleko mi do wyczerpania miejsca na reklamy w jednym miejscu, a co dopiero w dwóch. Zamiast biedować w dwóch serwisach, lepiej dać im szansę w tandemie. Ciekawi mnie natomiast statystyka - nie wiem, jak zliczane są wyświetlenia reklam. Czy AdTaily doda do siebie wyświetlenia widżetu w obu miejscach, czy też liczy odsłony jakoś inaczej, kierując się formalnym adresem zawartym w widżecie - w moim przypadku jest nim Poradnik internauty. To istotne, gdyż gdyby obowiązywał adres internetowy, a nie odsłony widżetu, wtedy drugi z serwisów nie byłby uwzględniany w statystykach, co znacząco zmniejszałoby oczywiście atrakcyjność reklamy, nie obniżając CPM, czyli kosztu wyświetlania. W takiej sytuacji cała operacja byłaby bezsensowna. Na marginesie - mimo usunięcia widżetu Kursu HTML z AdTaily dalej jest on widoczny w wyszukiwarce. jeszcze jedna uwaga - nie mam pojęcia, jak zliczane są odsłony reklam w CMS-ach, takich jak Joomla czy Drupal, gdzie reklama siedzi sobie na przykład w bocznej szpalcie, ale przy wczytaniu jakiejś strony niekoniecznie ulega odświeżeniu. To ma wpływ na wskaźniki obliczane przez AdTaily i serwowane reklamodawcom.
środa, 23 grudnia 2009
Szczęście na wyciągnięcie ręki
Z okresu raczkującego kapitalizmu, gdzieś na początku lat 90., pamiętam ogłoszenie w prasie, jak to wystarczy przesłać bodaj 50 dzisiejszych złotych, a dostaniemy poradnik niechybnie prowadzący nas do bogactwa. Jako człowiek dość sceptycznie traktujący wszelkie recepty dochodzenia na skróty do szczęścia i zamożności nie kupiłem go, za to potem z uśmieszkiem przeczytałem interwencyjny artykuł o kancie, jakiego dopuścili się pomysłodawcy - w poradniku radzili... pisać poradniki. Rzeczywiście, ponoć zgromadzili dzięki niemu całkiem niezły mająteczek, tyle tylko, że były to porady całkowicie bezużyteczne dla przeciętnego człowieka szamoczącego się w gwałtownie zmieniającej się rzeczywistości, który po prostu nie miał zielonego pojęcia o pisaniu. Bo jakąż praktyczną wiedzę wyniosła z tej broszurki zwolniona z pracy tkaczka czy suwnicowy. To coś jak z Amwayem - ci z górnej półki dochodzili nieraz do dużych pieniędzy, ale ci z niższych szczebli hierarchii już niekoniecznie, za to harowali na swoich szefów - sam zostałem kiedyś wciągnięty do sieci przez znajomego, ale jakoś mi ten komiwojażerski sposób zarabiania nie leżał, a już seanse zbiorowego entuzjazmu zbrzydziły mnie dokumentnie po paru miesiącach. W dzisiejszym Internecie recept na szczęście jest mnóstwo. A to ktoś mi radzi, jak stać się obrzydliwie bogatym (sam w końcu taki jest), a to wystarczy przeczytać jakąś książkę, by znaleźć drogę do majątku, a to ktoś inny zachęca do niezawodnego powiększenia tego i owego o trzy cale w sześć tygodni, pijąc jedynie ziółka lub gryząc tabletki. Każdego tygodnia wygrywam po kilka milionów dolarów, co radośnie anonsują kolejni "kierownicy nagrody" - wystarczy tylko potwierdzić, że ja to ja, a potem pewnie zapłacić koszty manipulacyjne. Wdów po premierach i ministrach z Ubangi czy Wysp Palmowych szukających za sute odstępne pomocy w przelaniu milionów dolarów już nawet nie zliczę. Dorzućmy do tego jeszcze rozliczne programy partnerskie albo sensacyjne oferty pracy po cztery godziny dziennie przy swoim komputerze, z zarobkiem sięgającym wielu tysięcy dolarów. Widać jestem mało pojętny albo zaradny, bo z żadnej z tych ofert nie skorzystałem. Jakoś mnie entuzjazm ich twórców i promotorów nie zaraża, a nabyta przez lata ostrożność każe oglądać pod światło i przez lupę wszelkie zachęty - im bardziej entuzjastyczne, tym bardziej podejrzane. Ten rok nie różnił się jakoś specjalnie od poprzednich - ewoluują tylko metody "zanęcania", choć mnóstwo radości przyniosły automatyczne translacje stosowane coraz częściej przez różnych cwaniaków spodziewających się, że jak coś będzie po polsku, to przyniesie efekt. Za to z niezmienną sympatią odbieram zawsze zbiorowe życzenia wysyłane przez różne serwisy, w których kiedyś przez chwilę zagościłem - nawet hurtowa poczta jest mile widziana, jako że zawsze uważałem, iż lepsza jest kupiecka grzeczność niż żadna. Wprawdzie jako sceptyk i racjonalista nie wierzę w żadne życzenia - rok temu w tydzień po obfitych życzeniach szczęścia i pomyślności straciłem robotę - ale grzeczność i tak zawsze jest w cenie. Życzę zatem wszystkim drogi w górę, ale oczywiście nie pod górkę. Więcej uśmiechu i życzliwości dla bliźnich - to inwestycja, która (prawie) zawsze się zwraca. Opera - nowy król szybkości
Szybkości Operze nigdy nie brakowało, tyle tylko, ze dotyczyło to renderingu HTML+CSS. Pod względem wydajności silnika JavaScript plasowała się zwykle gdzieś w dolnej strefie stanów średnich. Tymczasem pokazana właśnie wersja pre-alpha Opery 10.5, czyli tak wczesna, że nikt rozumny nie poważy się jej instalować, powaliła wszystkich na kolana w standardowym SunSpider JavaScript test. Zwiększywszy dzięki silnikowi Za kilka miesięcy zobaczymy zapewne wersję finalną i ocenimy jej zalety, ale już teraz widać, że Norwedzy idący swoimi ścieżkami jak chodzi o funkcjonalność, nie odpuścili też w sprawie wydajności, bodaj po raz pierwszy plasując się na pierwszym miejscu w peletonie. Szczegółowe informacje znajdziesz na stronach BetaNews.
wtorek, 22 grudnia 2009
Startuje Miesięcznik Komputerowy
Jak podał właśnie OSnews.pl, pod adresem http://miesiecznik.net/ znajdziesz nową publikację - wydawany w postaci elektronicznej Miesięcznik Komputerowy, pod redakcją Michała Smereczyńskiego. Można pobrać PDF, można też czytać wersję osadzoną w serwisie Scribd. W pierwszym numerze dominuje tematyka hardware'owa. Wypada powitać z satysfakcją nową inicjatywę - wiedzy informatycznej nigdy dosyć. Miejmy nadzieję, że zagości na dłużej w Internecie - autorom udało się pozyskać reklamy, co dobrze wróży stabilizacji pisma. Przypomnijmy, że od dwóch lat ukazuje się też bezpłatny miesięcznik w.NET wydawany przez Helion, poświęcony głównie tematyce internetowej. Jak wstawić reklamę AdTaily w Joomla
Wypróbowałem wstawienie reklamy AdTaily w Joomla. Niestety, naturalna - wydawałoby się - próba wstawienia modułu z własnym kodem spełzła na niczym. Poszperanie w Sieci dało wynik. Trafiłem na poradę p. Anny Wilk umieszczoną w Goldenline. Podany tam algorytm jest ciuteńkę niejasny (zbyt skrótowy), więc podam go jeszcze raz, bardziej łopatologicznie. Oczywiście zakładam, że masz już utworzone konto w AdTaily i zarejestrowany w nim serwis przyjmujący reklamy.
Od tego momentu moduł z reklamą powinien być widoczny w twoim portalu. Poniżej przykład ilustrujący własną reklamę AdTaily wstawioną do testowego portalu w serwisie CBA. Wykorzystałem tu widżet utworzony dla Poradnika internauty.
A jeśli AdTaily i Joomla guzik cię akurat obchodzą, to przynajmniej zajrzyj na podaną stronę i dla przyjemności rzuć okiem na wyjątkowej wprost urody autorkę porady :-) Dwa polskie LipDuby
Mania LipDubów, jako następcy flashmobów, zdaje się upowszechniać w polskich uczelniach - ostatnio ukazały się Footloose (warszawska SGH) i Fascination (poznański UAM). Oba dobre, efektowne, choć technicznie chyba nieco lepsza jest poznańska produkcja - choreografia i scenariusze są zresztą w obu bardzo ciekawe i to one właśnie decydują o atrakcyjności wykonania. Z przyjemnością "pobiegałem" sobie z kamerą po korytarzach i aulach SGH, czyli mojej alma mater sprzed 30 lat. Zabawa jest rzeczywiście fajna - ciekaw jestem, kto następny. Wyjaśnienie dla tych, którzy nie zetknęli się jeszcze z takim rodzajem performansu - LipDub to z lekka szalony występ wielkiej grupy ludzi tańczących i udających śpiewanie pod idący z playbacku utwór, najlepiej rytmiczny i dynamiczny ("kukułeczka kuka" raczej jest bez szans...), przy czym kamera nie stoi w miejscu, lecz wykonuje długą wędrówkę. Istotna jest tu precyzyjna synchronizacja utworu z jego udawanym wykonaniem, zwłaszcza ruchami ust (stąd nazwa LipDub - ustny dubbing). A które dziewczyny ładniejsze? Oceńcie sami :-) Inne występy w ramach University LipDub Project: http://universitylipdub.com/response-videos/. Polskie na ich tle są dużo ciekawsze. Późniejszy dopisek: okazuje się, jak wynika z informacji podsuniętej w komentarzu, że pierwszy był w Polsce LipDub z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Wszystkie zresztą pojawiły się w Sieci w grudniu. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||