Paweł Wimmer - blog towarzyszący kursowi języka HTML w Helionie. Założony 10 czerwca 2006.
| < Listopad 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
A to moje
Abonowane kanały Youtube
Adresy e-mail
Agregatory
Blogi
Książki i ebooki
Kursy polecane
Software
Witryny






darmowe liczniki - od 17.02.2008
Add to Google - zaabonuj RSS

Nowości Helionu

środa, 01 października 2008
Firefox Universal Uploader

Pokazała się ostatnio zaktualizowana wersja dodatku Firefox Universal Uploader - narzędzia do ładowania plików z poziomu Firefoksa.

Program działa po uruchomieniu (Narzędzia - FireUploader) jak program FTP. Obsługiwanych jest obecnie kilkanaście serwisów, w tym Flickr, Picasa, YouTube, Google Docs, Facebook, Slideshare czy Box.net. Gdy jakiś serwis zostaje dołączony do tej listy, w momencie wejścia do niego ukazuje się okienko pop-up z informacją, że możemy przesyłać do niego pliki za pomocą FUU (alerty można wyłączyć w opcjach, ale moim zdaniem są użyteczne).

Po wybraniu serwisu trzeba kliknąć przycisk Manage Accounts i dokonać rejestracji konta (nawet kilku, jeśli mamy kilka kont w danym serwisie - wybieramy wtedy tożsamość z rozwijanej listy) - od tej chwili można przesyłać pliki za pomocą dwupanelowego interfejsu. W pasku stanu Firefoksa widnieje też przycisk prowadzący do jednopanelowego okna, gdzie możemy przesyłać pliki, przeciągając je po prostu z Eksploratora Windows; przeciaganie działa też, naturalnie, i w dwupanelowym. Możliwe jest przesyłanie wielu plików jednocześnie.

Oczywiście w serwisie online możemy zarządzać plikami i folderami, o ile jest to dopuszczalne - usuwać pliki czy tworzyć foldery. W serwisie online możesz także niekiedy modyfikować metainformacje dotyczące plików, jak tytuł czy opis.

W sumie, zdecydowanie użyteczne narzędzie, które może zastąpić wiele dedykowanych uploaderów. Warto poćwiczyć i czekać na dołączenie kolejnych serwisów. Universal w tytule brzmi zachęcająco i nie rozczarowuje.

FireUploader

wtorek, 30 września 2008
Lubię chmury

W komentarzach do wpisu o Linuksie w netbookach koledzy zwrócili uwagę na krytykę cloud computing ze strony Richarda Stallmana. Można się z nią zgadzać lub nie, niemniej każdy ma prawo do własnego zdania na ten temat. Pokrótce wyłożę zatem swój własny pogląd - od razu mówię, że zdecydowanie pozytywny i optymistyczny.

  • Argument, że jest to oszczędność miejsca na dysku komputera, jest oczywiście bałamutny - pojemności dysków poszły tak szybko w górę, że kilka gigabajtów dodatkowego miejsca na serwerze nie ma żadnego znaczenia w tym bilansie, nawet gdy jest to zobowiązanie do oddania mi terabajta w Oosah.
  • O poufność się nie boję. Dane w komputerze podłączonym do Sieci są mniej bezpieczne (a już na pewno nie bardziej) niż dane na serwerze prowadzonym przez profesjonalistów.
  • Zagrożenia ze strony usługodawcy także się nie boję - wrażliwe dane mam na serwerach w poważnych firmach, a nie jakichś startupach o nieznanej proweniencji.
  • Likwidacji usługi się nie boję, z przyczyn podanych w poprzednim punkcie. Zaledwie 2-3 razy przeżyłem likwidację usługi, ale wcześniej jej autorzy uprzedzili o tym fakcie i podali sposoby wygodnego zabezpieczenia danych.
  • Utraty danych wskutek awarii również się nie boję - mam mniejsze zaufanie do siebie niż do fachowców dysponujących dobrym sprzętem, oprogramowaniem i wiedzą.
  • Najważniejszy jest dla mnie dostęp do danych z każdego komputera, możliwość rezygnacji z uciążliwego kopiowania czy też pamiętania, w jakim kliencie odebrałem jakąś wiadomość.
  • Niewiele mniej ważna jest integracja usług, szczególnie wyrazista w systemie usług Google'a, ale też na przykład w Zoho, a dzięki otwartym interfejsom czołowych dostawców także w innych usługach.
  • Podoba mi się synchronizacja danych między komputerami i osobami, realizowana przecież zwykle za pośrednictwem serwera.
  • Coraz częściej (choć ciągle jeszcze niezbyt często) doceniam możliwość współpracy wielu osób nad jednym dokumentem.
  • Bardzo rzadko zdarza się, abym z powodu awarii łącza internetowego czy usługi nie miał dostępu do swoich danych, aczkolwiek oczywiście może się to zdarzyć, z najróżniejszych zresztą przyczyn, nawet zamachu terrorystycznego.

Sporządzony od ręki bilans zysków i możliwych strat zdecydowanie przemawia za cloud computing - nie mam tutaj żadnych wątpliwości. To z mojej strony nie objaw lekceważenia zagrożeń, lecz statystycznej oceny szans na zaistnienie jakiegoś wypadku. Na takiej samej zasadzie jeżdżę samochodem, choć awarie i katastrofy się zdarzają, chodzę po ulicach, choć zawsze jakiś szaleniec może mnie zdzielić gazrurką.

Ciekaw jestem, czy ten pobieżny bilans nie pomija jakichś istotnych aspektów, które mogłyby zmienić ten mój pozytywistyczny ogląd problemu. Zapraszam zatem do krytyki.

15:04, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (10) »
Pozdrawiam sen miłości

"Podobac sie udokumentowac" - pewnie wiele osób zna ten komiczny temat listu rozsyłanego kiedyś przez spamerów, w którym najwyraźniej zastosowano jakiś cieniutki system translatorski. Teraz spamerzy przenoszą się na Google Translate, jako lepszy technicznie system, ale wyniki też bywają oplakane. Oto wyznanie, które z samego rana dostałem od jakiejś napalonej Alicji, której spodobał się mój profil w polskim portalu (dziwne, lepiej wychodzę en face, bo mniej widać drugi podbródek).

Najpierw oryginał:

Hello Dear,

How are you today ?,My name is alicia 5.7 fight,fair in completion ,i saw your profile today on one of the poland website and after going true it i was moved with the quality i found in your profile,which makes me to became interested in knowing you the more. but i will like you to no that distance ,age or color dose not matter but what maters is love and understanding and being honest to each other. i will like you contact me true my direct mailing address so that i will give you my picture and tell you more about me.( missalicia360@yahoo.com )i have SOMETHING VERY IMPORTANT to tell you.Good to hear from you,

missalicia360@yahoo.com

Yours dream love.

alicia

I tłumaczenie:

Witaj Drogi,

How are you today?, Nazywam się alicia 5,7 walczyć, uczciwe zakończenie, widziałem dzisiaj swój profil na jednym z polska witryna i po prawdziwe i został on przeniesiony z jakością i znaleźć w swoim profilu, co sprawia, że stał się me zainteresować was więcej. ale jak ty nie, że odległość, wiek lub kolor dawka nie maters sprawa, ale co to miłość i zrozumienie i jest szczery wobec siebie nawzajem. I będzie tak, jak chcesz kontakt do mnie mój bezpośredni prawdziwy adres pocztowy tak, że dam wam moje zdjęcie oraz informacje o mnie. (missalicia360@yahoo.com) Mam coś bardzo ważnego powiedzieć you.Good usłyszeć od ciebie,

missalicia360@yahoo.com

Pozdrawiam sen miłości.

alicia

Żaden normalny człowiek nie zareaguje na coś takiego, ale na świecie podobno aż 30 procent osób klika linki w spamie, napedzając ten szemrany interes, który opiera się na wielkich liczbach, a nie na wiarygodności treści.

09:33, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 29 września 2008
Tepsa wali z grubej rury

Klientem Telekomunikacji Polskiej byłem przez dziesiątki lat. Od wielu lat płaciłem za usługi (telefon, Internet) setki złotych miesięcznie. Ostatecznie zrezygnowałem w tym roku z usług firmy i kombinację telefon-Internet-telewizja mam w UPC. Ostatnie związki z TPSA miałem w czerwcu.

Aż tu nagle dostaję list z nadrukiem POUFNE - koperta ewidentnie była przez kogoś rozklejana, bo ledwie się trzyma. W środku, aż strach, pismo od firmy windykacyjnej Kruk (z Wrocławia, by było śmieszniej) wzywającej groźnie do uregulowania zaległości w wysokości . . .  61 złotych. To nie można było przysłać normalnego rachunku z wezwaniem do zapłaty, jeśli gdzieś umknęło jakieś 61 złotych, lecz szukać pomocy windykatora? Już nawet nie chce mi się sprawdzać, gdzie to zrobił się taki dług. Przy niezliczonych tysiącach złotych zapłaconych przez lata rachunków wygląda to niepoważnie. Jak jeszcze przy jakimś kredycie okaże się, że jestem na czarnej liście niesolidnych dłużników, to naprawdę zrobię raban.

A jak działa TPSA? Z Internetu zrezygnowałem pod koniec ubiegłego roku i założyłem łącze kablowe, ale jeszcze do lata otrzymywałem listy informujące o kończącym się okresie i pytające, czy chcę przedłużyć umowę. Ostatecznie rozwiązałem ją w czerwcu, po czym ponownie dostałem list z przypomnieniem o terminie. Czy pracownicy nie zapisują danych na centralnym serwerze, przez co baza jest nieaktualna? Jestem pełen wyrozumiałości dla ludzkich błędów, bo sam je czasem robię. Ale ich nagromadzenie było w ciągu ostatniego roku zaskakująco duże. Na tym tle wzywanie do pomocy firmy windykacyjnej - nawet jeśli gdzieś-kiedyś za mało zapłaciłem - budzi irytację.

Ale, jak powiedziałem, nie mam już z tą firmą nic wspólnego. Wielu moich znajomych także.

----

Późniejszy dopisek - wieczorem przesłałem te nieszczęsne 61 złotych przez Internet, rano zadzwoniłem do Kruka. I co? To opłata za rozwiązanie umowy z TPSA (fajne, co?), rachunek wystawiony w sierpniu do mnie nie dotarł, a obecne przepisy podobno tak wyglądają, że firma od razu kieruje sprawę do windykatora, zamiast jeszcze raz upominać się u klienta. Horrendum, naprawdę - ja jestem raczej odporny, ale uboga, słabo wykształcona emerytka może dostać zawału. Cale szczęście, że długi nie są już windykowane przez ruskich, jak kiedyś bywało.

Swoją drogą, przydałyby się w Polsce sprawnie działające organizacje konsumenckie chroniące przez samowolą wielkich firm, z którymi zwykły szarak nie ma najmniejszych szans.

23:56, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (15) »
Netbooki – dlaczego Linux?

Choć moja próba połączenia się z Internetem w systemie Ubuntu na netbooku zakończyła się na razie fiaskiem, bynajmniej nie obraziłem się na Linuksa, a dyskusja we wpisie opisującym moją przygodę przekonuje mnie, że Linux ma świetlaną przyszłość jako system sterujący malutkimi komputerkami.

A dlaczego? Bo po pierwsze, nie zanosi się na to, by Microsoft zamierzał przygotować okrojoną wersję Windows dla tych maszyn, po drugie zaś, modularna budowa i opensource'owy charakter Linuksa powoduje, że w dowolnej chwili i w dowolnym miejscu na świecie może się skrzyknąć grupa zdolnych informatyków i przygotować dystrybucję dostosowaną do tej klasy maszyn, z uwzględnieniem ich specyfiki. Powstające już dystrybucje (Linpus, Ubuntu Netbook Remix, Mandriva Mini) pokazują kierunek rozwoju rynku, który wkrótce będzie liczony już nie w milionach, a w dziesiątkach milionów egzemplarzy rocznie.

To będzie nie tylko system dostosowany do parametrów technicznych netbooków (energooszczędny, bezpieczny, stabilny i szybko startujący), ale i prawdopodobnie nowa klasa oprogramowania, która będzie zaspokajać specyficzne potrzeby użytkowników tych urządzeń, pracująca samodzielnie lub współdziałająca ściśle z usługami internetowymi. Nowy paradygmat computingu, jaki pojawił się w dobie Web 2.0, zbiegający się w jakiś magiczny sposób z rozwojem małych urządzeń, jest wyjątkowo wdzięcznym polem do działania dla utalentowanych programistów. OEM-owe dystrybucje, za które zapłacimy jakąś niewielką sumę w cenie urządzenia, mogłyby hojnie opłacić wysiłek twórców aplikacji, sprzedając się w milionach egzemplarzy. Ja bardzo chętnie dopłacę np. 100 złotych za gotową, dobrze działającą dystrybucję (która nie sprawia problemów z urządzeniami, a szczególnie z Internetem), a jeśli rozejdzie się ona w milionach egzemplarzy, autorzy oprogramowania zostaną porządnie wynagrodzeni i będą zainteresowani w jego dalszym rozwoju.

Przez długie lata użytkownicy komputerów byli niewolnikami sposobu myślenia polegającego na gonieniu za największymi, najsilniejszymi, najbardziej rozbudowanymi aplikacjami. Teraz odchodzimy od tego myślenia, kładąc nacisk na rzeczy proste, skuteczne, łatwe w obsłudze, które zaspokajają 80% potrzeb przy 20% skomplikowania dużego i kosztownego oprogramowania. Mając większe wymagania, będziemy korzystać z aplikacji w desktopie czy solidnym laptopie (arkusz Excela wolę przetwarzać w dużej maszynie z Vistą, podobnie jak retuszować grafikę czy montować film) , ale znaczny odsetek użytkowników będzie preferować maszyny, które nic nie ważą, mieszczą sie w torbie, a służą do zaspokojenia elementarnych potrzeb, jak komunikacja, pisanie niewielkich dokumentów czy przeglądanie wiadomości. Sądzę, że Linux będzie tu bardziej elastyczny, oferując klocki do składania, nie obwarowane własnościowymi licencjami. Jest jeszcze niemało przeszkód do pokonania, ale kierunek może być właśnie taki.

02:52, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (29) »
niedziela, 28 września 2008
Google Toolbar i polska Wikipedia

Jak wspominałem ostatnio, największe zalety Google Toolbar 5 to synchronizacja danych (przez serwer) między instalacjami w różnych komputerach i różnych przeglądarkach oraz możność wykorzystania setek gadżetów Google'a, które działają dopiero w wersji 5.

Jednym z takich gadżetów jest Wikipedia. Gdy klikniesz przycisk Dodaj przyciski do paska narzędzi Toolbar (w Firefoksie i Internet Explorerze jest nieco odmienny interfejs), a potem Visit the complete Button Gallery ((FF) lub Galeria przycisków (IE), na stronie gadżetów zobaczysz po prawej stronie sekcję Najpopularniejsze przyciski, a w niej Wikipedię. Jest to angielska wersja encyklopedii.

Kliknij wtedy polecenie Add przy Wikipedii i w okienku Program instalacyjny przycisk Dodaj. Od tego momentu przycisk Wikipedii będzie widoczny zaraz na prawo od pola wyszukiwania w pasku. Gdy zaznaczysz blokiem wyraz kluczowy w tekście i klikniesz ten przycisk, program odszuka hasło w angielskiej Wikipedii.

Możesz jednak zmienić angielską Wikipedię na polską.

W Firefoksie trzeba rozwinąć przycisk Szukaj i wybrać polecenie Zarządzaj. Na karcie Przyciski ustaw kursor na Wikipedii i kliknij Edytuj. W oknie Edytuj przycisk. kliknij polecenie Użyj zaawansowanego edytora, po czym w nowym oknie przeglądarki zostanie wyświetlona treść definicji:

<site>http://en.wikipedia.org</site>
<search>http://en.wikipedia.org/wiki/Special:Search?search={query}</search>
<send>http://en.wikipedia.org/wiki/Special:Search?search={selection}</send>

Zmień w tych trzech wierszach en.wikipedia na pl.wikipedia i kliknij Save to Google Toolbar, a potem Zastąp. Zamknij okno przeglądarki i w poprzednim oknie potwierdź jeszcze zapisanie definicji w okienku opcji. Od tego momentu wyszukiwanie będzie prowadzić do polskiej Wikipedii.

W Internet Explorerze jest nieco inny układ okna opcji: przycisk Opcje, karta Przyciski niestandardowe, przy przycisku Wikipedii Edytuj, Zaawansowany. Wynik jest naturalnie ten sam.

image

23:12, prwimmer , Tips
Link Komentarze (6) »
piątek, 26 września 2008
Google Toolbar 5 dla Firefoksa

Wersją 5 cieszyli się do tej pory użytkownicy Internet Explorera, dla FF była wersja 3 - właśnie pod adresem www.google.com/tools/firefox/toolbar/FT5/intl/pl/index.html pojawiła się wersja 5 beta dla Firefoksa

O szczegółach innym razem, na razie tylko polecam pobranie - w "piątce" są m.in. znacznie szersze możliwości korzystania z gadżetów Google i synchronizacja między komputerami.

A teraz czekam na GT dla Chrome :-)

czwartek, 25 września 2008
Nieudane podejście do Ubuntu

W Linuksie jestem zdecydowanym newbie, poruszającym się na azymut po Suse czy Mandrivie. Postanowiłem zatem zainstalować Ubuntu w netbooku MSI Wind, korzystając z windowsowego instalatora Wubi (Ubuntu 8.04 “Hardy Heron”). Wystarczy pobrać niewielki instalator, uruchomić, podać dysk i rozmiar (instalacja w partycji Windows, nie w osobnej z linuksowym systemem plików), wybrać język, podać login i hasło, kliknąć Zainstaluj i pójść na kawę.

wubi-instalator

Program pobiera ok. 700 mega, po czym restartujemy system, wybieramy w dual boot Ubuntu i znowu idziemy na kawę. System jest w tym czasie instalowany i konfigurowany. Wszystko trwa jakieś pół godziny - więcej, gdy łącze jest wolne.

Po zainstalowaniu otrzymałem czarny ekran - po paru minutach wymusiłem restart maszyny, Ubuntu wystartowało poprawnie - widać nawet dyski Windows. Niestety, nie rozpoznało łącza bezprzewodowego (karta Realtek), czego się zresztą spodziewałem. Po pewnym czasie znalazłem w Internecie megową paczuszkę z plikami. Gdy zajrzałem do readme, załamałem się - żaden tam instalator do odpalenia, tylko parę kilo instrukcji, jak za pomocą kolejnych poleceń uruchamiać skrypty instalujące driver. Pięknie podziękowałem i odinstalowałem system z poziomu Windows.

Niestety, póki nie będą dostępne działające po ludzku narzędzia, wiele zainteresowanych osób pocałuje po prostu klamkę i powie "do widzenia". Szkoda, bo chciałem mieć w netbooku podwójny system - obok Windows właśnie Ubuntu. Może następnym razem.

Wubi w blogosferze.

Firefox 3 idzie szybciej

Choć spodziewałem się, że przez prawie-wymuszenie instalacji Internet Explorera 7 powinien on dość szybko wyjść na prowadzenie w Ranking.pl, to jednak tak się nie dzieje - posuwa się anemicznie, zyskując tygodniowo niewielkie ułamki punktu procentowego - obecnie jest w Polsce na trzecim miejscu, z udziałem 22,6%. Wyraźnie, choć nie jakoś dramatycznie, traci IE6, który prowadzi z udziałem 27,7%, natomiast żwawo posuwa się Firefox 3, głównie kosztem Firefoksa 2 - teraz 25,9% udziału i w ostatnim tygodniu zmniejszył odstęp od lidera o prawie połowę. Zatem za tydzień, dwa, góra trzy wyjdzie prawdopodobnie na pierwsze miejsce.

Z ciekawszych danych: Opera 9 powolusieńku idzie w lecie w górę i teraz ma 6,8% udziału, a razem z poprzednimi wersjami 6,9 - po raz pierwszy ma szansę przekroczyć 7-procentowy próg. Chrome stanął na poziomie 0,4% - jednak zachwyty wielu osób w blogosferze nie spowodowały napływu przeciętnych użytkowników; w sumie trudno się dziwić, skoro to tak wczesna wersja, obarczona jeszcze rozmaitymi ułomnościami i z ograniczoną funkcjonalnością. Moja sympatia, Flock, w zasadzie na poziomie błędu statystycznego.

14:21, prwimmer , Teksty
Link Komentarze (13) »
Google Moderator

Google dał publiczny dostęp do aplikacji sieciowej o nazwie Google Moderator.

Po zalogowaniu się na swoje konto podajemy nazwisko lub pseudonim oraz miejsce zamieszkania (wystarczy miasto, kraj), po czym możemy przystąpić do tworzenia pytania (a właściwie szablonu na serię pytań) skierowanego do jakiejś osoby publicznej czy na przykład specjalisty w Google. Inni użytkownicy mogą dopisywać swoje pytania do serii, oznaczać pytania jako niestosowne czy udzielać im swojego poparcia - przykłady takich serii możesz zobaczyć na stronie GM.

Przykładowo, ktoś zadaje ogólne pytanie Barackowi Obamie: "How will you reform and/or improve the public education system?". A inni dopisują pytania szczegółowe: "As President, what would you ask of the American people?" albo "Once you get in office, will you seek to prosecute George W. Bush?" Tak więc to taki rodzaj publicznej interpelacji w stosunku do jakiejś osoby.

Nam to się raczej niezbyt przyda, ale warto rzucić okiem, jak to działa.