Ostatnie notki
Zakładki:
A to moje
Abonowane kanały Youtube
Adresy e-mail
Agregatory
Blogi
Książki i ebooki
Kursy polecane
Software
Witryny
Nowości Helionu
|
wtorek, 09 lutego 2010
Nazywa się to Google Buzz
Godzinna konferencja Google'a (szkoda, że zarezerwowana dla paruset dziennikarzy z całego świata, bo warto to było obejrzeć - nie bardzo rozumiem powód takiej decyzji) pokazała, że domysły w rodzaju Twitter-killer były nie za bardzo trafne. Komentatorzy spodziewali się, że dostaniemy jakiś klon, a tymczasem to zaawansowana aplikacja komunikacyjna dalece wykraczająca poza proste "statusy". Generalnie rzecz biorąc - na ile zrozumiałem - aplikacja ma dwie wersje: Google Buzz for Gmail i Google Buzz for Mobile. Obie oczywiście w pełni kompatybilne. Użytkownik może wykorzystywać materiały umieszczone w innych usługach Google (foto, wideo) i publikować informacje z wykorzystaniem geolokalizacji. W buzzowym strumieniu będzie można "zaciągać" własne wpisy z Twittera, aczkolwiek komunikacja w drugą stronę nie jest na razie możliwa. Twórcy przewidują oczywiście w niedalekiej perspektywie także integrację z Google Wave. Trzeba przyznać zresztą, że bardziej ekscytująco prezentacja możliwości wersji Mobile. Tutaj jest kilkuminutowy film pokazujący zasady działania Google Buzz: http://www.youtube.com/feb0910googleevent Google Buzz ma swoją stronę - http://buzz.google.com. Możesz od razu wypróbować Buzza w Gmailu lub pobrać aplikację na telefon. Jeśli jeszcze nic nie widzisz, spróbuj za kwadrans - Buzz powinien być widoczny jako folder Buzz pod skrzynką odbiorczą. ---- Późniejszy dopisek: TechCrunch zamieścił szereg zrzutów ekranowych z funkcjonowania Buzza. Warto rzucić okiem, póki nie mamy dostępu. Konferencja Google
Prawdopodobnie w tym miejscu o g. 19 pojawi się transmisja z konferencji Google. Czy tak będzie, zobaczymy. Dziennikarze mają zaproszenie na stronę kanału w YouTube. W YouTube jest już 10 minut spóźnienia - na razie jest "obraz kontrolny".
poniedziałek, 08 lutego 2010
Conversion Tool Plus
Do szczególnie przydatnych rozszerzeń Chrome zaliczyłbym Conversion Tools Plus - zawiera ono 45 kategorii jednostek. Gdy wybierzesz którąś z nich, wystarczy wpisać w dowolnym polu jakąś wartość, aby otrzymać natychmiastowe przeliczenie do innych jednostek w danej kategorii. Gdy wstawisz kursor myszy w pole jakiejś jednostki, staje się ona punktem odniesienia wobec pozostałych. Możesz także zdefiniować (Edit), które jednostki są wyświetlane w danej kategorii, a nawet dodać własne. Bardzo użyteczne. Lista kategorii:
Jednostki w ramach kategorii:
Twitter Reactions
Osobom uzależnionym od informacji w Twitterze można polecić rozszerzenie do Chrome o nazwie Twitter Reactions. Gdy wejdziemy na jakąś stronę internetową, a potem klikniemy ikonę rozszerzenia w pasku narzędziowym, ukaże się lista najnowszych wpisów w Twitterze dotyczących danej strony. Może to być przydatne zwłaszcza dla autorów blogów, którzy chcą się dowiedzieć, czy jakiś wpis budzi zainteresowanie także w mikroblogosferze. Ale czasem jest tak, że komentarze pochodzą głównie od samego autora.
niedziela, 07 lutego 2010
Nieustające wkurzenie
Chyba najbardziej żywotnym wpisem w moim blogu, ciągle z irytacją komentowanym przez internautów, jest napisany w czerwcu 2008 roku tekst zatytułowany dziwny test IQ. Jest tam już chyba z 200 komentarzy, bo ciągle kolejne osoby złoszczą się na niejasne zasady korzystania z tego testu. Gdy jakiś młody człowiek dostanie od rodziców kilkadziesiąt złotych na doładowanie komórki, z czego niespodziewanie zużyje znaczną część na przeprowadzenie owego testu, nie dziwię się wulgarnościom, jakie się pojawiają w komentarzach. Celowo ich zresztą nie usuwam, choć generalnie nie lubię zbyt mocnego języka w swoim blogu - dla ucznia czy studenta taki wydatek może być po prostu bolesny. Kurs obsługi Twittera
Kiedyś napisałem w Poradniku komputerowym ponad 10 tekstów o rozmaitych aspektach korzystania z Twittera, jednak Poradnik jest zawieszony, natomiast temat chcę właśnie wznowić w ramach Poradnika webmastera. Mikroblogi to przecież jedna z najpopularniejszych form szeroko rozumianego publikowania w Internecie, więc mieści się w szerokiej webmasterskiej formule. Okazuje się zresztą, że interfejs do zakładania konta zmienił się wyraźnie w ciągu ostatnich miesięcy i jest tam trochę szczegółów technicznych, które mogłyby być nieco niejasne dla osób mniej wprawnych w posługiwaniu się usługami internetowymi. Zacząłem więc od tekstu Zakładamy konto w Twitterze - jeśli masz wreszcie ochotę dołączyć do półmilionowej społeczności polskich twitterowiczów, polecam ten pierwszy artykuł, który łopatologicznie objaśnia tworzenie konta. Następne chcę sukcesywnie publikować w kolejnych dniach i tygodniach (a to naprawdę temat-rzeka) - nowości będą zawsze widoczne na stronie głównej Poradnika webmastera. A zatem, Sign up now.
sobota, 06 lutego 2010
Polowanie na złoty strzał
Internet jest miejscem, które wiele osób - mam na myśli internautów, a nie firmy - traktuje nie tylko jako "miejsce zamieszkania", ale i całkiem realne środowisko do zarobkowania. W jego polskiej części jest ciągle jeszcze niełatwo, zaś ci, którzy zarabiają zauważalne pieniądze na reklamach czy sprzedaży fizycznych lub cyfrowych produktów i usług, są przedmiotem uznania zmieszanego z zazdrością ze strony tych, którzy nie bardzo sobie jeszcze potrafią poradzić. Większe szanse oferuje wejście w mainstream, a mówiąc po ludzku, na rynek anglojęzyczny. Ale tu wymagane są specjalne umiejętności. Na pewno bardzo niewiele osób byłoby w stanie zaoferować atrakcyjnego ebooka po angielsku (jak mówi doświadczenie, są zachodni autorzy żyjący dobrze z kilku ebooków sprzedawanych za pieniądze niewyobrażalne w naszych warunkach - nawet 50-100 dolarów od sztuki), ale już wielu da sobie radę z poprowadzeniem bloga, a przede wszystkim programowaniem. Zmierzam tutaj do całkiem konkretnego przykładu. Jeszcze gdy pracowałem w IDG, rozmawiałem kilka razy ze swoim redakcyjnym kolegą, Pawłem Brągoszewskim, o jego próbach wejścia na rynek aplikacji dla iPhone'a. Okazało sie, że nie było to gadanie po próżnicy - Paweł oferuje w tej chwili już siedem aplikacji dostępnych w App Store (bestsellerem jest wśród nich kosztujący one silver dollar programik Love Quotes) , starając się trafić w zapotrzebowanie międzynarodowego rynku. A to w tej chwili składnica ponoć już paruset tysięcy komercyjnych programów i olbrzymi rynek idący w dziesiątki milionów aparatów - wystarczy, że sprzeda się parę tysięcy kopii jakiejś udanej gierki czy przydatnej aplikacyjki, by zarobić całkiem pokaźne pieniądze. Wyobraźnię programistów pobudzają przykłady ogromnego sukcesu paru programów, które dały ich autorom milionowe dochody. Życzę Pawłowi choć dziesiątej części takich dochodów - jego postawiony właśnie na nowo blog jest już podporządkowany długofalowej strategii "polowania" na złoty strzał, na pewno dającej większe szanse niż wygrana w totolotka. Chrome się tłumaczy
Chrome zaktualizował mi się cichcem do wersji 5.0.317.2 dev (jestem cały czas na linii rozwojowej) i po wejściu na jakąkolwiek obcojęzyczną stronę u góry pokazuje mi się pasek This page is in xx language. Would you like to translate it?. Poprzednio można było sobie zainstalować funkcję tłumaczenia w pasku narzędziowym Google, można było opatrzyć swoją stronę takim translatorem, a teraz mamy już translatora na stałe. Oczywiście w opcjach paska możemy wyłączyć tłumaczenie danej strony albo z danego języka (można też doraźnie zamknąć pasek), nie mam jednak pewności, czy wszyscy będą zachwyceni - nie zauważyłem możliwości wyłączenia tej funkcji w opcjach przeglądarki; no chyba że coś przegapiłem.
Ubuntu się chmurzy
Slashdot poinformował właśnie, że twórcy netbookowej dystrybucji Ubuntu (Ubuntu Netbook Edition 10.04) usunęli z niej OpenOffice, a dokumenty biurowe będą domyślnie otwierane przez Dokumenty Google. To przejście "w chmurę" jest, trzeba przyznać, dość radykalnym krokiem, bo zakłada, że netbook jest już wyłącznie komputerem internetowym. Szczerze mówiąc, nie bardzo sobie wyobrażam takie ograniczenie i gdybym korzystał z netbookowej wersji systemu, a nie desktopowej, zaraz bym sobie coś doinstalował. Nie zawsze przecież mamy dostęp do Sieci. Trudno zaprzeczyć, że OpenOffice nie jest w netbooku rekordzistą wydajności, ale pozbawienie się porządnego edytora czy arkusza pracującego w trybie offline jest cokolwiek karkołomnym pomysłem, a jakoś nie mam szczególnego upodobania do używania offline internetowych pakietów biurowych. Ciekawe zatem, jaka będzie reakcja użytkowników na ten krok. CSS3 - zaokrąglone obramowania
Pójdę o zakład, że jednym z częściej wykorzystywanych na stronach efektów będą zaokrąglone rogi pojemników. Umiejętnie wykorzystane, mogą być przyjemnym elementem wizualnej strony witryny. Załóżmy, że mamy jakiś pojemnik - oczywiście aby można go było zobaczyć, powinien mieć odmienne tło. Niech definicja bloku będzie następująca: style="width: 400px; height: 100px; background-color: gainsboro; border-radius: 10px; " Jednostkami miary mogą być px, pt, em, ale nie %. I przykład: Dodajmy dla porządku, że na razie stosujemy dodatkowo prefiksy, a nie wyłącznie czystą postać definicji, czyli -webkit-border-radius i -moz-border-radius, dzięki czemu czytają je Firefox, Chrome i Safari. Zauważ, że wartość border-radius: 10px zaokrągla wszystkie rogi jednocześnie. Gdybyśmy chcieli zaokrąglić je w różnym stopniu, musielibyśmy wymienić kilka wartości, od lewego górnego zgodnie ze wskazówkami zegara, a więc np. border-radius: 10px 20px 20px 0px. Można też wymienić wybrane rogi, stosując border-top-left-radius, border-top-right-radius, border-bottom-right-radius i border-bottom-left-radius. Gdy mamy ściśle określone wymiary pojemnika, uzyskujemy coraz większe zaokrąglenie, podając coraz wyższą wartość zaokrąglenia, np. 20px 50px 50px 50px. Jeśli pojemnik jest kwadratowy, podanie zaokrągleń o wielkości połowy boku uczyni z pojemnika koło. Naturalnie możemy dowolnie definiować tło pojemnika, kolor, grubość i styl obramowania, uzyskując potrzebne nam wyniki. Można też oczywiście łączyć takie obramowania z cieniowaniem. Tekst w pojemniku | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||