Paweł Wimmer - blog towarzyszący kursowi języka HTML w Helionie. Założony 10 czerwca 2006.




darmowe liczniki - od 17.02.2008
Add to Google - zaabonuj RSS

Nowości Helionu


Blog > Komentarze do wpisu
Wyjście po angielsku

Jest taki stary dowcip: Jaka jest różnica między Polakiem i Anglikiem? Anglik nie żegna się i wychodzi, a Polak żegna się i nie wychodzi. Znam parę osób, które potrafią się serdecznie i hałaśliwie pożegnać z towarzystwem, po czym stają w drzwiach i zaczynają nawijać. Osobiście jestem zwolennikiem wychodzenia po angielsku - naturalnie wtedy, gdy jest dużo osób. Wystarczy pożegnać się z gospodarzami, kiwnąć jeszcze głową komuś, kto się akurat napatoczy w drodze do drzwi.

W serwisach społecznościowych obowiązuje chyba niepisana zasada wyspiarskiej formy wychodzenia. W pierwszych tygodniach i miesiącach gromadzimy multum kontaktów, a potem okazuje sie, kogo warto naprawdę obserwować, a kogo nie. Bardzo absorbujący jest pod tym względem Facebook, w którym jest wiele narzędzi do wsysania coraz to kolejnych osób - a to do obserwowania kogoś, a to do podziwiania czyjegoś blogu czy uczestniczenia w jakiejś grupie. Większość użytkowników nie ma w sobie na tyle asertywności, aby odmawiać zaproszenia - na ogół ciekawość czy zwyczajna grzeczność zmuszają do klikania różnych obserwuj, dołącz czy zostań fanem, co powoduje, że po niedługim czasie rolka z wiadomościami kręci się coraz szybciej i szybciej. Nadzwyczaj trafnie, odnośnie do Twittera, ujął to dr Maciej Borkowski, który napisał: Ciągle zapominam, że na Twitterze nie warto mówić rzeczy naprawdę ważnych, które leżą człowiekowi na sercu. To taki Hyde Park, w którym możesz sobie coś krzyknąć, ale nigdy nie wiesz, kto w danym momencie obok ciebie przechodzi i to usłyszy (podkr. moje).

Generalnie, lepiej mniej a dogłębniej, niż więcej a powierzchownie. Przychodzi czas, gdy trzeba zweryfikować swoje kontakty, pozbywając się rzeczy błahych, głupich, nieciekawych, nieważnych (niepotrzebne skreślić, że wykorzystam tu dwuznacznik), a skupiając się na istotnych. Można to na szczęście zrobić, nie sprawiając zarazem komuś przykrości, nie demonstrując swojego desinterresment, nie mówiąc ty taki owaki, mam cię dość, a wychodząc po prostu po cichu, bo informacje te nie są natychmiast dostarczane do zainteresowanych osób. Wprawdzie w Twitterze jest serwis o nazwie Diffbot, który informuje nie tylko o tym, kto nas zaczął obserwować, ale i o tym, kto przestał, ale jest chyba mało znany i przeciętny użytkownik z tego nie korzysta. W Facebooku nie dostrzegłem żadnych raportów tego rodzaju, więc można się bezboleśnie pożegnać z osobami i sprawami, które nas już nie interesują. Nie będzie w tym nic zdrożnego, nie dotkniemy tym wrażliwców nieustannie szukających potwierdzenia własnej ważności, nie narazimy na szwank niczyjej miłości własnej.

piątek, 05 marca 2010, prwimmer

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/03/05 11:24:17
Tak to jakoś jest z tymi serwisami społecznościowymi, że najtrudniej w to wejść nie mając nikogo kto obserwuje (i nie wiedząc kogo warto obserwować).

Od miejsca w którym społęczność obserwujących zmienia się w tłum cała zabawa traci sens.

Jako osobnik starodawny ciągle rozważam wyższość (niższość?) stosowanych obecnie rozwiązań nad listą dyskusyjna z dystrybucją przez e-mail i nie zawsze mogę się zdecydować.

No, oczywiście, zawsze można wspólnie "pokrzyczeć przed telewizorem" gdy dzieje się coś naprawdę istotnego (finał Kowalczyk na 30km, na przykład).
-
2010/03/05 11:28:31
Mam znajomego, który korzysta intensywnie z tradycyjnych forów dyskusyjnych i Usenetu, bo tam akurat ma najciekawsze rzeczy w interesujących go sprawach - motocykle i stara broń strzelecka. W fejsbukach się nie udziela.
-
2010/03/05 11:54:37
Nigdy nie uważałem, żeby cokolwiek zobowiązywało mnie do:
- śledzenia tych którzy śledzą mnie
- tłumaczenia dlaczego śledzić przestaję (a przestaję zwykle tylko z 2 powodów: a/ ktoś zwykle pisze na temat który mnie generalnie nie interesuje, b/ generuje tak dużo, że przeszkadza mi to w ogarnięciu reszty)

Tak samo przez myśl by mi nie przyszło aby wymagać aby ktoś kogo chcę poobserwować automatycznie zaczął obserwować mnie. To nie ma sensu nawet.
-
2010/03/05 14:51:17
Facebook ma możliwość ukrycia strumienia danych generowanych przez konkretną osobę czy aplikację. To daje nam możliwość obserwowania osoby bez obserwowania jej poczynań w różnych grach czy kwizach. Daje nam to także możliwość nieobserwowania danej osoby w ogóle, choć w dalszym ciągu jest ona w naszych kontaktach. To takie drobne ułatwienie dla tych, którzy nie lubią ranić miłości własnej swoich znajomych ;)