|
Nowości Helionu
|
Blog > Komentarze do wpisu
Google Editions u bram
Jak podał serwis WebProNews, Google przygotowuje się do uruchomienia Google Editions, czyli elektronicznej księgarni dostarczającej publikacje, które można by czytać w dowolnym urządzeniu zawierającym przeglądarkę internetową. Serwis miałby być uruchomiony w pierwszej połowie przyszłego roku, z początkowym zasobem w okolicach pół miliona tytułów. Dochody byłyby dzielone "pa pałam" między Google i wydawców. W ostatnich miesiącach kalifornijska firma nie miała dobrej prasy, spotykając się z licznymi krytykami ze strony wydawców i autorów dotkniętych niejednokrotnie dość nonszalanckim podejściem do praw majątkowych. Obszerny artykuł ukazał się niedawno w Wyborczej (Google! Ukradliście nam książkę?) - możesz go także przeczytać online. Generalnie jednak, nie da się zawrócić Wisły - przechodzenie na elektroniczne formy dystrybucji książek to megatrend, a problem sprowadza się jedynie do racjonalnych, sprawiedliwych i zgodnych z prawem i dobrymi obyczajami zasad tego handlu. czwartek, 15 października 2009, prwimmer
TrackBack
Komentarze
2009/10/17 18:47:39
Ja mam nadzieję, że po ostatnich doświadczeniach będą już ostrożni - szkoda, by pozytywny per saldo trend został zakłócony przez jakieś niedopatrzenia. Na razie są choroby wieku dziecięcego.
2009/10/18 12:01:19
WebProNews minęli się odrobinę z prawdą, a Ty razem z nimi. Kasa nie będzie dzielona po połowie między Google i wydawcami. "Google will collect 55 percent of the profits, giving a "vast majority" of that to retailers, and the rest will go to the publisher." Czyli "zdecydowana większośc" tego 55%, które Google zgarnie, trafi do detalistów. Na jakich zasadach - tego nie wiadomo. Więcej w informacji prasowej.
2009/10/18 15:34:06
Napisałem żargonowo "pa pałam", nie mając do końca pewności, jakie są te proporcje. Pewnie i tak okaże się w praniu, jak jest w rzeczywistości.
|
A w momencie gdy autorzy zaczęli się dopytywać trafili na barierę w komunikacji w postaci oświadczenia, że wszystko jest OK, bo Google ma zgodę wydawcy.
Niestety przez takie podejście do sprawy Google ryzykuje, że np. Komisja Europejska nakaże w pewnym momencie wycofanie wszystkich książek chronionych w Europie prawem autorskim do momentu uzyskania przez Google zgody od każdego z dysponentów praw autorskich i od każdego wydawcy.
Google ma tu problem wynikający z tego, że robi zawsze wielkie rzeczy. Przy zeskanowaniu 10 mln książek, już 1% książek co do których istnieją problemy związane z prawami autorskimi oznacza 100 tysięcy spraw i możliwe 100 tysięcy listów/pozwów z którymi trzeba się zmierzyć. A to może oznaczać dziesiątki tysięcy zdenerwowanych ludzi, którzy nawet ze złości będą starali się blokować wysiłek Google.
Wydaje mi się, że łatwiej by im było gdyby zaczęli od podpisania umów z największymi wydawnictwami w ramach których dostarczyliby technologii i platformy do prowadzenia cyfrowej dystrybucji bez prawa wyłączności, łącznie z ubieraniem takich "księgarni" w barwy danego wydawcy. Wtedy pewnie wiele małych wydawnictw samo zaczęłoby chcieć zagrać w te klocki.