Paweł Wimmer - blog towarzyszący kursowi języka HTML w Helionie. Założony 10 czerwca 2006.



darmowe liczniki - od 17.02.2008

Nowości Helionu


Blog > Komentarze do wpisu
Długi marsz

Gdy prawie 19 lat temu zaczynałem pisać teksty do PCkuriera, na rynku było nie więcej niż 100 tysięcy pecetów, a Internet jeszcze nikomu się nie śnił. W krótkim czasie objętość popularnego PCQ (takim prefiksem oznaczało się wtedy teksty w redakcji) urosła z kilkunastu do kilkudziesięciu, a potem 150-200 stron (rekord to było jakieś 250), z których w szczytowym momencie 20 było przeznaczone na newsy. Zważywszy, że był to dwutygodnik, można było sobie wyobrazić obciążenie serwisu newsowego, który musiał obsłużyć pismo o łącznej objętości ponad 400 stron miesięcznie. Tym bardziej, że newsmani pisali też sporo artykułów - były to przede wszystkim testy produktów. Materiały do newsów brało się z zagranicznych magazynów, głównie niemiecko- i anglojęzycznych, a także z szybko rosnącej korespondencji snailmailowej od firm. Potem doszedł też elektroniczny biuletyn CompuServe. Na początku byliśmy jedynym źródłem wiedzy dla niesłychanie wygłodzonego i błyskawicznie rosnącego rynku informacji - nierzadko publikowało się teksty w rodzaju "sklep X w mieście Y wprowadził do swojej oferty monitory firmy Z", co rajcowało ludzi w promieniu iluś tam kilometrów od sklepu. Ten rynek powstawał w biegu, informacja była ogromnie potrzebna, a nakłady PCkuriera szły jak woda. Miło wspominam też kolejki ogłoszeniodawców, dzięki którym w szybkim czasie zbudowana została finansowa potęga Lupusa - PCkurier był dosłownie słupem ogłoszeniowym, zdarzało się nawet 100 stron z reklamami w numerze.

Po prawie dwóch dekadach zauważam, że w zasadzie nie zmieniła się co do swojej istoty ogólna zasada publikowania informacji w pismach komputerowych. Działy newsowe do dzisiaj mają się tam dobrze, choć od ponad dekady tytułom komputerowym towarzyszą rosnące serwisy informacyjne w Internecie. Jeszcze żaden wydawca nie zdecydował się na radykalny krok - likwidację newsów i skoncentrowanie się w magazynach na testach i obszerniejszych artykułach. Ciągle, mając na uwadze malejący sukcesywnie margines czytelników pozbawionych dostępu do Internetu, prowadzone są całkiem rozbudowane działy newsowe, choć wszystko jest wcześniej publikowane w Internecie.

Z drugiej strony jeszcze żadne pismo nie zdecydowało się jednoznacznie postawić na elektroniczny przekaz treści. Niektóre tytuły padły po drodze, inne trzymają się i nie chcą rezygnować, bo to przecież tradycja i przyzwyczajenie, zwykły żal za latami włożonej pracy. Sprzedaż egzemplarzowa nie jest w stanie zapewnić wystarczająco pewnego modelu biznesowego, a rynek ogłoszeń - latami znajdujący się na równi pochyłej - teraz posypał się dramatycznie. Wystarczy przejrzeć pierwszy z brzegu miesięcznik, by zobaczyć, że to nie 50, nie 30, jak jeszcze niedawno, a ledwie 5-10 kolumn ogłoszeń. Publiczną tajemnicą są wielkie rabaty, jakich udzielają działy reklamowo-marketingowe od nominalnych cen ogłoszeń udających jeszcze potęgę, byle tylko przyciągnąć klientów z gotówką.

Co interesujące, jeszcze żaden portal nie zdecydował się pójść ostro do przodu i zainwestować naprawdę znaczących pieniędzy w działy technologiczne. Sytuacja nie jest teraz akurat korzystna, ale i w poprzednich latach można było zauważyć, że to ciągle tylko dodatek, listek figowy, sygnał "dobrych manier". Wielość dostępnych dziś technik przekazywania informacji zdaje się wyprzedzać ochotę firm do wrzucenia iluś tam milionów w rozwój portali IT, by za jakiś czas wyciągnąć z nich większe pieniądze. Wielkim tabu jest u nas płacenie za treści, o którym głośno mówi się już w Ameryce, a od czego nie ma ucieczki, niezależnie od tego, co na ten temat sądzą internauci.

Czy redakcje internetowe w tej branży mają rację bytu? W sytuacji, gdy "publikatorem" może być dziś każdy, i gdy zawodowym opisywaczom tego rynku towarzyszą setki mających jakieś pojęcie o komputerach blogerów piszących o wydarzeniach w branży, gdy powstają nawet spółki autorskie próbujące zaistnieć jako poważne źródło informacji? Tak, mają, twierdzę to z pełnym przekonaniem. Tylko mające jakąś formę organizacyjną zespoły mogą dotrzeć do produktów, do jakich nie dotrą indywidualni blogerzy - to głównie sprzęt, ale też nierzadko i oprogramowanie. Zespoły te, wywodzące się głównie z tradycyjnych teamów dziennikarskich, mają wystarczające kompetencje zawodowe i doświadczenie dziennikarskie, aby zrobić w Internecie pełnoprawny odpowiednik klasycznych pism komputerowych.

W następnych latach, do połowy następnej dekady, będzie musiało nastąpić ostateczne przekształcenie papierowych magazynów w ich elektroniczne odpowiedniki, z całym spektrum źródeł utrzymania, jak przede wszystkim reklamy i sprzedaż płatnych treści. Może w Internecie będzie to przebiegało z naturalnymi oporami, bo wyrośliśmy w kulcie "darmochy", ale już czytniki elektroniczne (osobiście obstawiam tu polski eClicto) staną się forpocztą nowych zasad tworzenia i udostępniania treści, gdzie owe zasady będą łatwiejsze do przełknięcia.

Kto pierwszy postawi na takie rozwiązania?

środa, 29 lipca 2009, prwimmer

Polecane wpisy

  • Nie żyje Jurgi

    Artur Jurgawka, znany w Sieci jako Jurgi, nie żyje. Informację tę podał portal terazTurek.pl . Żył zaledwie 35 lat. Zacytuję wiadomość: Artur Jurgawka, a

  • 20 lat Supermemo

    Minęło właśnie 20-lecie firmy, o której myślę wyjątkowo ciepło - 5 lipca 1991 roku powstała firma Supermemo, która wyznaczyła standardy w dziedzinie nauki za po

  • Opowiemy im, jak żyli...

    W jednej z końcowych scen " Ostatniego samuraja " kapitan Nathan Algren przynosi cesarzowi Japonii miecz zmarłego księcia Katsumoto - cesarz prosi kapitana, aby

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/07/29 10:17:17
PCQ był dla mnie w swoich wczesnych czasach zdecydowanie "za poważny" no ale coś tam podglądałem w czytelni. Rysunki Piotra Kakieta pamiętam :)
W 94 po maturze kupiłem pierwszego peceta ("kupiłem", hehe, rodzice kupili oczywiście) po czym dotargałem go do domu i rozkręciłem żeby na własne oczy przekonać się o modułowości architektury PC :P Wtedy już PCQ był dla mnie i dość regularnie go czytałem (ciągle w bibliotece) a nieraz nawet kupowałem. Niektóre numery faktycznie były grubaśne.
Dziś kupuję sporo prasy, część nawet prenumeruję. Internet internetem, newsy na stronach newsami - ale pachnący drukiem magazyn + kawa w sobotni poranek to jednak dla mnie wciąż najlepszy początek weekendu. Staroświecki jestem...
-
prwimmer
2009/07/29 10:25:29
Tak, stoimy ciągle w rozkroku - tu tradycja, tu wymogi nowoczesności. Ja już postawiłem w zasadzie na nowoczesność.
A rysunki Kakieta też mile wspominam - facet miał niesamowite poczucie humoru i cudowne pomysły :-)
-
Gość: Paweł, 83.238.72.*
2009/07/29 10:39:37
Dużą wadą internetu jest to, że tu przeglądam tylko artykuł który mnie interesuje, często nawet nie czytając go w całości. W przypadku druku rzadko nie czytam pisma od deski do deski. Oczywiście nie jednego poranka czy dnia - ale przeglądam je do następnego numeru.

Inaczej mówiąc: trudno nie zgodzić się z końcówką komentarza brum75. Nawet wynalazki typu Kindle (or compatible) nie zastąpią świeżo (lub nie) wydrukowanego pisma.
-
2009/07/29 11:23:29
Zgadzam się z Gościem-Pawłem, w kolorowym magazynie dłuższe artykuły czyta się o wiele lepiej i nie wiem, czy jest to tylko kwestia przyzwyczajenia. Artykuł jest na ogół starannie sformatowany, po korekcie itd. Ostatnio kupiłem Next-a, częściowo przez zaskoczenie (otworzyłem pismo, a tam - moje zdjęcie. Jako element ilustracji do ciekawego artykułu o Twitterze, autorstwa... no nie pamiętam, któryś z tych znanych :-), a częściowo dlatego, że następnym zaraz artykułem był tekst o GoogleWave. Otóż dłuższych artykułów o GoogleWave nie mam cierpliwości czytać w internecie, tylko przeglądam, a w czasopismie to co innego.
-
prwimmer
2009/07/29 11:24:21
@Paweł - najwidoczniej nie jest to powszechne podejście, skoro systematycznie spada sprzedaż egzemplarzowa czasopism komputerowych. W ciągu ostatnich 2-3 lat o 1/3. Za kolejne 2-3 lata pisma padną, jeśli sytuacja tak będzie wyglądać. Już teraz były cięcia w redakcjach, a w niektórych nawet rzeź.
-
prwimmer
2009/07/29 11:26:58
@one.jack - oczywiście, rozdzielczość druku jest lepsza, więc czyta się to bardziej komfortowo. Ale to tylko spowalnia proces wygasania tego rynku. Gdy w powszechnym użytku znajdzie się papier elektroniczny, nowocześniejsze wyświetlacze, sytuacja się zmieni.
-
Gość: Jurgi Filodendryta, 80.54.22.*
2009/07/29 11:42:19
"Ciągle, mając na uwadze malejący sukcesywnie margines czytelników pozbawionych dostępu do Internetu, prowadzone są całkiem rozbudowane działy newsowe..."
- No i to jest właśnie dziwne. Nie wyobrażam sobie osoby zainteresowanej komputerami i kupującej czasopismo informatyczne, która nie ma dostępu do internetu (no, chyba że chwilowo, na przykład w wyniku awarii).
-
piotr.mikolajski
2009/07/29 16:49:19
Po prawie dwóch dekadach zauważam, że w zasadzie nie zmieniła się co do swojej istoty ogólna zasada publikowania informacji w pismach komputerowych. [...]

Dotyczy to nie tylko branży IT, ale także innych pism specjalistycznych. Patrząc na jedną z takich działek mam wrażenie, że jedynym powodem do utrzymywania takich działów jest otrzymywanie próbek produktów lub gratyfikacji z okazji informowania o nich. Bo przecież nie ma logiki w newsach w dwumiesięczniku, gdy o nowościach na rynku informuje nie tylko dużo większy branżowy serwis internetowy, ale nawet fora hobbystyczne.


Jeszcze żaden wydawca nie zdecydował się na radykalny krok - likwidację newsów i skoncentrowanie się w magazynach na testach i obszerniejszych artykułach. Ciągle, mając na uwadze malejący sukcesywnie margines czytelników pozbawionych dostępu do Internetu, prowadzone są całkiem rozbudowane działy newsowe, choć wszystko jest wcześniej publikowane w Internecie.

Ów margines jest pewnie istotny, ale ciągle maleje. No i jak pisze Jurgi: w branży IT ten margines to raczej osoby przypadkowe, niż ludzie rzeczywiście zainteresowani tematem.


Z drugiej strony jeszcze żadne pismo nie zdecydowało się jednoznacznie postawić na elektroniczny przekaz treści. [...]

To akurat może być przejaw zdrowego rozsądku. Mało który magazyn branżowy ma porządny serwis internetowy. A przecież bez takiej podstawy nie da się prowadzić pisma internetowego. Nie jest to tylko problem branży IT, właściwie zdecydowana większość prasy specjalistycznej ma bardzo nędzne serwisy internetowe, na dodatek nie zawsze aktualne. W części przypadków dochodzi do tego, że serwisy nie informują o nowym numerze magazynu...


Co interesujące, jeszcze żaden portal nie zdecydował się pójść ostro do przodu i zainwestować naprawdę znaczących pieniędzy w działy technologiczne.

To mnie nie dziwi, przynajmniej gdy patrzę na to z perspektywy finansowej. Taki serwis kosztuje sporo, bo do pisania trzeba zaprosić ludzi, którzy naprawdę znają się na rzeczy. Na dodatek muszą pisać po kilka tekstów miesięcznie, żeby serwis miał jakieś porządne treści, a to się wiąże z porządną wierszówką. Z perspektywy kilku lat coś takiego pewnie by zaczęło na siebie zarabiać, ale w portalach mało kto myśli kategoriami kilku lat.

Kolejnym "zniechęcaczem" jest, paradoksalnie, niski próg wejścia, jeśli chodzi o jakość merytoryczną treści. Skoro w Polsce za opiniotwórczy i popularny może być uznany blog przepisujący informacje z zachodnich blogów, to "menedżment" nie będzie w stanie zrozumieć, czemu ktoś chce wydawać duże pieniądze na porządną jakość. Z tego względu nasze portale mają swoje działy czy serwisy technologiczne, ale jakościowo są one na poziomie przeciętnego bloga.


Wielkim tabu jest u nas płacenie za treści, o którym głośno mówi się już w Ameryce, a od czego nie ma ucieczki [...]

Pawle, nie wiem czy to jest tabu. Sęk w tym, że nie bardzo jest o czym u nas mówić. Raz, że przepisy skarbowe mamy skomplikowane. Dwa, że tak naprawdę nie mamy sensownego systemu do obsługi mikropłatności rzędu 20-50 groszy. Wyobraźmy sobie autora serwisu o niszowej tematyce, który ma 5000 czytelników. Gdyby miesięczny dostęp wycenił na 0,50-1,00 PLN, dostawałby miesięcznie od 2500 do 5000 złotych. Za taką kwotę można nawet myśleć o zamawianiu tekstów i profesjonalizacji serwisu, za czym płynie więcej tekstów etc.


Czy redakcje internetowe w tej branży mają rację bytu? [...]

Owszem, ale redakcje złożone z ludzi potrafiących odnaleźć się w Sieci. Zdecydowana większość autorów "papierowych" nie potrafi do niej pisać i niechętnie się tego uczy. Jednak profesjonalne merytorycznie redakcje internetowe to przyszłość serwisów niszowych, zakładając że utrzymają się z reklam do czasu upowszechnienia się mikropłatności, o których wyżej.
-
prwimmer
2009/07/29 17:15:18
@piotr.mikolajski

Pawle, nie wiem czy to jest tabu. Sęk w tym, że nie bardzo jest o czym u nas mówić. Raz, że przepisy skarbowe mamy skomplikowane. Dwa, że tak naprawdę nie mamy sensownego systemu do obsługi mikropłatności rzędu 20-50 groszy. Wyobraźmy sobie autora serwisu o niszowej tematyce, który ma 5000 czytelników. Gdyby miesięczny dostęp wycenił na 0,50-1,00 PLN, dostawałby miesięcznie od 2500 do 5000 złotych. Za taką kwotę można nawet myśleć o zamawianiu tekstów i profesjonalizacji serwisu, za czym płynie więcej tekstów etc.

Rozwiązaniem może być np. miesięczny czy kwartalny ryczałt, atrakcyjny cenowo (np. w okolicach ceny miesięcznika), który da nieograniczony dostęp do płatnych treści. W sumie, to bardziej kwestia techniczna. Poważniejszym problemem jest przełamanie bariery mentalnościowej. Tak czy siak, to musi się stać w którymś momencie. Treści elektroniczne będą per saldo tańsze, bo odpadną wysokie koszty materialne, a treści można dać więcej niż w miesięczniku o objętości 120-150 stron. No i oczywiście będą one bogatsze pod względem formy, jako wielomedialne.
-
piotr.mikolajski
2009/07/29 22:11:38
Ale mówimy o dwóch różnych rzeczach :)

Obecnie nie ma systemu mikropłatności, który pozwalałby na pobieranie naprawdę niskich kwot. Takich, które będzie w stanie zapłacić nawet dziecko ze swojego kieszonkowego i nie będzie to dla niego decyzja wymagająca wyrzeczeń. Tylko takie kwoty będą w stanie upowszechnić pobieranie opłat za treści online.

Ty piszesz o cenie rzędu magazynu drukowanego, czyli 10-15 złotych miesięcznie. Moim zdaniem takie ceny nie przyciągną ludzi do serwisów. Wykupienie dostępu do kilku oznaczać będzie koniec pieniędzy w budżecie hobbysty, a przecież nie samą prasą hobbysta żyje. Załóżmy, że ktoś hoduje rybki i jego miesięczny budżet na hobby to 100 złotych. W tej kwocie musi się zmieścić, chcąc kupić pokarm, jakieś roślinki, nowe nabytki, urządzenia, no i prasę / dostęp do serwisów. Z pewnością jeden serwis nie spełni 100% oczekiwań, podobnie jak oczekiwań nie spełnia jeden magazyn. Oznacza to, że akwarysta za dostęp do 2-3 serwisów płaciłby miesięcznie 30-50 złotych, a to już kwota zaczynająca w jego budżecie wyglądać konkretnie. Jeśli akwarysta będzie musiał wyłożyć 30-50% miesięcznego budżetu, to raczej dostępu nie wykupi. On nie będzie miał świeżych informacji, serwis nie będzie miał pieniędzy.

Ja piszę o cenach rzędu 50 groszy czy złotówki za miesięczny dostęp. W takiej sytuacji 10% miesięcznego budżetu wystarczałoby na dostęp do 10-20 serwisów. To z pewnością kwota, która nie bolałaby hobbysty, a i przy odpowiedniej masie krytycznej użytkowników dałaby właścicielowi serwisu konkretną kwotę. Przy 10-20 tysiącach użytkowników mogłaby to być kwota od 5 do 20 tysięcy złotych miesięcznie. Takie wpływy pozwalałyby na życie z prowadzenia niszowego serwisu, a jednocześnie wymuszałyby tworzenie treści wysokiej jakości. Po prostu za kiepskie teksty ludzie przestaliby płacić.
-
prwimmer
2009/07/29 22:29:18
@piotr.mikolajski

Za złotówkę od juzera nie utrzymasz portalu. Nie ma mowy. 10 złotych za zawartość przewyższającą wydatnie ofertę papierowego magazynu można brać. 50 za pół roku, 80 za rok.
-
krzysztof_uw
2009/07/29 23:36:51
P. Pawle, tak właściwie to bardzo logiczne rozumowanie p. Piotra. Owszem powiedzmy 1 zł to nie dużo od "czytelnika", ale jest jeszcze reklama i powiedzmy w tym przypadku "dzielą" się już koszty.
-
prwimmer
2009/07/29 23:47:33
@krzysztof_uw - gdyby 5 tysięcy osób zapłaciło złotówkę miesięcznie, to za 5 tys. portal nie ujedzie. To musi być suma zbliżona do miesięcznika, ale za to dająca 2-3 razy tyle ilościowo. Portal musiałby być bogaty pod względem mediów. Gdy dodać reklamy, jest już jakaś szansa na uciągnięcie. Ale to trudny dziś biznes.
-
piotr.mikolajski
2009/07/30 10:07:12
Pawle, portal portalowi nierówny. Jeśli myślisz kategoriami Gazety, Onetu czy WP, to owszem, pewnie ciężko byłoby je utrzymać za 5-10 milionów miesięcznie. Ale tam ceny za dostęp mogłyby pewnie też być wyższe, no i tak naprawdę nie znamy dokładnych wyliczeń.

Natomiast mamy całe stada serwisów / portali hobbystycznych (jak zwał, tak zwał), które mają oglądalność rzędu od 5 do 50 tysięcy użytkowników. Uwierz mi, że 95% z nich z pocałowaniem w rękę weźmie od każdego oglądającego 50 groszy miesięcznie.

Za kilka tysięcy miesięcznie spokojnie da się serwis hobbystyczny utrzymać. Mówię to z własnego doświadczenia, jako wydawca magazynu internetowego, mającego ~20 tysięcy Czytelników. To więcej, niż łączna sprzedaż całej prasy branżowej z mojej działki. Nie powiesz mi, że 10 tysięcy miesięcznie na prowadzenie serwisu to niewiele.

W moich wyliczeniach biorę pod uwagę starą zasadę handlową. Mówi ona, że liczy się obrót, a nie wysoka marża jednostkowa. Pieniądze można zrobić na masowości i moim zdaniem jedynie naprawdę niska cena za dostęp do treści nie będzie budzić specjalnych obiekcji kupujących. Przy wysokiej cenie można byłoby spodziewać się błyskawicznie osób, które wykupują dostęp na miesiąc, po czym ściągają całą zawartość serwisu na dysk, a nawet wrzucają takie pliki do Sieci.
-
prwimmer
2009/07/30 10:16:13
@piotr.mikolajski - a tak, przy takim założeniu oczywiście się zgadzam. Tylko trzeba trafić w niszę.
-
2009/07/30 13:56:02
Pawle, opłata subskrypcyjna 50-80 za rok to za dużo dla większości użytkowników. Mało kto chce kupować kota w worku. Paradoksalnie(?) chętniej pewnie wydaliby po 1 zł za przeczytanie 50 wydań.

Jeśli chodzi o przerzucenie się do internetu. Prowadzenie solidnego serwisu, dobrze skonstruowanego, z dobrymi artykułami itd. będzie sporo kosztować. Spokojnie możesz założyć, że będą to koszty przygotowania numeru drukowanego (włączając DTP). Jedynie co odpadnie to koszty druku. Zgoda, niemałe, ale wpływy za drukowane egzemplarze mimo malejących nakładów też są całkiem konkretne. No i za reklamę drukowaną wydawca może zaśpiewać o wiele więcej niż za internetową.
-
piotr.mikolajski
2009/07/30 17:49:32
@ mikmach

Prowadzenie dobrze skonstruowanego serwisu internetowego to jednak koszt niższy od kosztów przygotowania numeru drukowanego. Odpada nie tylko koszt papieru i druku, ale także koszt DTP -- przecież nikt nie składa stron w serwisie ręcznie, od tego mamy CMS-y.

Magazyn drukowany jest też droższy o koszt dystrybucji oraz zaopiekowania się zwrotami. Jedynie reklama drukowana jest rzeczywiście droższa od reklamy online, ale też do czasu. Trzeba bowiem pamiętać o gigantycznych rabatach udzielanych przez pisma oraz o właściwie żadnej interaktywności takiej reklamy. W serwisie przejście do reklamowanego produktu to mierzalne kliknięcie, którym można sterować przez ewentualne przekierowania. W gazecie trzeba adres przepisać...
-
prwimmer
2009/07/30 17:55:40
Ja myślę, że wiedzy i pewności nabierzemy dopiero wtedy, gdy coś takiego będzie startować, aczkolwiek już teraz Piotr ma przewagę w tej dyskusji w postaci żywej praktyki, która jest w jakimś sensie symulacją dużych, kosztownych projektów.
-
Gość: Luksoft, *.tvk.torun.pl
2009/07/30 19:03:32
Ależ się zrobiło sentymentalnie. Faktycznie PC Kurier miał olbrzymią, jak na owe czasy objętość. Dzisiaj 200 stron na nikim specjalnie wrażenia nie robi. Mimo, że była tam masa ogłoszeń, to jednak było coś. Fakt, że użytecznej treści było mniej, ale wiele osób kupowało to pismo dla rewelacyjnego działu "Dla praktyków".

A co do przyszłości. Cóż, trudno zaakceptować, że w przyszłości ludzie będą gazety i książki oglądać tylko w muzeum, słuchając słumaczenia, że kiedyś nie było Internetu, tylko druk...
-
testeq
2009/07/30 19:48:12
Też budowałem potęgę Lupusa, dając w PCQ ogłoszenia. :-)
-
2009/07/30 20:26:26
@piotr.mikolajski

Ten CMS ktoś musi napisać, wdrożyć, opiekować się, modyfikować do bieżących potrzeb. Niedawno było głośno o nowej wersji strony prezydenta. Wśród ogólnego hałasu w dyskusji na pl.comp.www było sporo głosów, że cena wcale nie była specjalnie wygórowana a chodziło - nie oszukujmy się - o pikuś jeśli chodzi o skomplikowanie w porównaniu ze stroną porządnego wydawnictwa.

Jeśli chodzi o reklamy to mimo tych wielu zalet jakoś od lat relacje cenowe utrzymują się podobne.

Wspomniane przez ciebie mikropłatności będą bez wątpienia rewolucją dla hobbystów i półamatorów, ale dla "dużych" wydawnictw internet to tylko dodatek a nie podstawowa działka. Owszem w przyszłości to się zmieni, ale sądzę, że pogłoski o śmierci prasy są mocno przesadzone i jest to odległa przyszłość.
-
Gość: piszczyk^3, 89.108.221.*
2009/07/30 22:04:38
UWAGA! MOCNO KONTROWERSYJNA TREŚĆ!
Nadaję otwartym tekstem; mam nadzieję, że nikt się nie obrazi, ale tak to odbieram.
Większość papierowych redaktorów tkwi głową w chmurach, ale nogami nadal w PRLu. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że utracili monopol na informację, że Web 2.0 odwróciła kierunek przepływu treści.
Strach potęgują symptomy zbliżania się Web 3.0, gdzie każdy użytkownik będzie generował nie tylko treść, ale również projektował witryny oraz aplikacje
ze wszystkimi tego konsekwencjami (np. patrz liczba udostępnionych API w ostatnim czasie).
Jedyną szansę na przetrwanie upatrują w nowelizacji Pakietu Telekomunikacyjnego i wprowadzeniu zryczałtowanej opłaty za dostęp do tzw. pakietów, czyli zestawów konkretnych witryn i niczego więcej
.
Jeżeli wprowadzenie tej nowelizacji w życie powiedzie się, to czniam Was, panie/panowie "redaktorzy".
-
Gość: piszczyk^3, 89.108.221.*
2009/07/30 22:07:39
Oops, format się rozjechał ;)

Teraz na spokojnie: istnieje pewna nisza dla prasy IT. Ja, zagorzały przeciwnik obecnych polskich papierowych magazynów komputerowych, dziś wysupłałem z kieszeni parę groszy na ... (ha! pole do popisu :)
I nie żałuję!
-
prwimmer
2009/07/30 22:15:56
@piszczyk - wszyscy się uczymy, nikt tak naprawdę nie wie, jak to zrobić optymalnie, jakie będą reakcje rynku. Szkoda tylko, że ten okres przejściowy tak się przedłuża.
-
Gość: piszczyk^3, 94.254.145.*
2009/07/31 11:37:07
@prwimmer 2009/07/30 22:15:56
I nigdy się nie dowie, jeśli nie utopi paru milionów w eksperymentach, które się nie powiodą! Tak działają mechanizmy rynkowe.
-
Gość: piszczyk^3, 94.254.145.*
2009/07/31 11:40:56
W nawiązaniu do @piszczyk^3 2009/07/31 11:37:07

Vabank to właśnie to: va bank, va bank co owej nocy się zdarzyło
Va bank zagrałem ona też va bank i było nam szalenie miło
Va bank wspomnienie wciąż upaja mnie tęsknoty mojej jest przyczyną
Bo jedno w życiu co opłaca się to grać va bank z piękną dziewczyną

O szczęście trzeba grać va bank, va bank, z fortuną tak to zwykle bywa
Kto nie naraża nigdy się na szwank, ten głównej stawki nie wygrywa
Va bank o szczęście trzeba z życiem grać, bo ono kpi z ostrożnych graczy
Fortunę trzeba dużą stawką brać z tą panią nie da się inaczej.

Zagrajmy jeszcze raz va bank, va bank, z fortuną tak to zwykle bywa
Kto nie naraża nigdy się na szwank, ten głównej stawki nie wygrywa
Va bank zagrajmy po raz drugi, bo historia lubi się powtarzać
Fortuna lubi by podwajać ją, a my lubimy się narażać.

:D
-
prwimmer
2009/07/31 12:31:12
@piszczyk - tak, jeden z najlepszych filmów, jakie oglądałem :-)
-
Gość: piszczyk^3, 94.254.164.*
2009/07/31 16:28:43
@prwimmer 2009/07/31 12:31:12
Na marginesie:
Ja najbardziej cenię twórczość Stanisława Barei.
Najlepszym polskim filmem był, jest i pozostanie Miś.
-
piotr.mikolajski
2009/08/01 11:48:42
@ mikmach

Ten CMS ktoś musi napisać, wdrożyć, opiekować się, modyfikować do bieżących potrzeb.

Darmowych CMS-ów oraz platform za CMS służących jest naprawdę mnóstwo. Co więcej, spora część z nich jest o niebo lepsza, niż wiele rozwiązań komercyjnych oferowanych przez szereg mniejszych i większych polskich firm. To mówię z praktyki, widząc wiele rozwiązań od strony panelu i słuchając komentarzy doświadczonych programistów na temat bezpieczeństwa etc. To rzecz jasna uogólnienie, bo jednak są firmy oferujące doskonałe produkty, idealnie skrojone na miarę potrzeb.

Jeśli mówimy o rozwiązaniach standardowych dla małych i średnich serwisów, spokojnie można poprzestać na rozwiązaniach darmowych. Oczywiście ktoś musi je dostosować do wymagań konkretnego serwisu, ale to są na ogół koszty początkowe i 1-2 przeróbki rocznie.

Niedawno było głośno o nowej wersji strony prezydenta. Wśród ogólnego hałasu w dyskusji na pl.comp.www było sporo głosów, że cena wcale nie była specjalnie wygórowana a chodziło - nie oszukujmy się - o pikuś jeśli chodzi o skomplikowanie w porównaniu ze stroną porządnego wydawnictwa.

Na pl.comp.www nie bywam od bodaj 7-8 lat ;)
Jeśli chodzi o stronę prezydent.pl, to kulisy jej powstania etc. niespecjalnie ładnie mi pachną, zwłaszcza po przejrzeniu SIWZ. Ale to inna historia, piszą o niej Olgierd Rudak i VaGla.
Owszem, taki serwis to prestiżowa realizacja i pewnie każdy chciałby mieć takie zamówienie w portfolio. Jeszcze więcej osób chciałoby taką kwotę zainkasować (ja również), ale to nie oznacza, że uważam 297802 złotych (+22% VAT) za dobrze wydane pieniądze. W tym serwisie nie widać niczego, co uzasadniałoby taką kwotę...

Jeśli chodzi o reklamy to mimo tych wielu zalet jakoś od lat relacje cenowe utrzymują się podobne. Wspomniane przez ciebie mikropłatności będą bez wątpienia rewolucją dla hobbystów i półamatorów, ale dla "dużych" wydawnictw internet to tylko dodatek a nie podstawowa działka.

I tak, i nie. Mając możność współpracy z pewnym dużym wydawcą (ogólnopolski dziennik, szereg tytułów specjalistycznych, serwisy internetowe etc.) widziałem postrzeganie tej transformacji od środka. Pomijając kwestię obecnego kryzysu, problemem jest kadra zarządzająca. Wiele z tych osób nie rozumie Internetu, choć wydaje im się, że umiejętność kliknięcia na ikonkę z niebieskim "e" automagicznie daje kompleksową wiedzę na ten temat. Tacy ludzie jeszcze długo będą myśleć kategoriami "papierowymi", bo rzadko kiedy chce im się uczyć czegoś kompletnie nowego. Mają też problem z przyznaniem się do swojej niekompetencji w jakiejś dziedzinie.

Jednak oni nie będą rządzili w firmach wiecznie, kiedyś zostaną zastąpieni przez dzisiejszych trzydziestolatków. A dla tych Internet jest głównym medium, oni rozumieją go całkiem nieźle i dla nich działania w sferze mikropłatności to nie jest jakaś abstrakcja. Oni mają kalkulatory i zdają sobie sprawę z faktu, że pół miliona czy milion UU miesięcznie dobrze byłoby przekuć na gotówkę. Milion UU razy złotówka to jest 12 milionów przychodu rocznie. Ze zrozumiałych względów nie mogę ujawniać dokładnych danych finansowych, ale uwierz mi że nawet dla dużych wydawnictw nie jest to kwota do pogardzenia. Przy czym warto zauważyć, że mikropłatności wcale nie wykluczają tworzenia produktów Premium, za wysokie abonamenty roczne.

Owszem w przyszłości to się zmieni, ale sądzę, że pogłoski o śmierci prasy są mocno przesadzone i jest to odległa przyszłość.

Nie aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Inna rzecz, że śmierć prasy wcale nie musi oznaczać zamknięcia tytułów. Po prostu może to być zmiana technologiczna, którą dziś ciężko nam sobie wyobrazić. Pod tym względem lepiej przyglądać się USA, bo nasze podwórko jest o kilka lat do tyłu. Cały czas należy też pamiętać, że również w branży internetowo-wydawniczej działa zasada rozprzestrzeniania się innowacji. Polska jest na etapie Innovators / Early Adopters, w USA to już Early Majority.
-
prwimmer
2009/08/01 12:11:02
@piotr.mikolajski
Nie aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Inna rzecz, że śmierć prasy wcale nie musi oznaczać zamknięcia tytułów. Po prostu może to być zmiana technologiczna, którą dziś ciężko nam sobie wyobrazić. Pod tym względem lepiej przyglądać się USA, bo nasze podwórko jest o kilka lat do tyłu. Cały czas należy też pamiętać, że również w branży internetowo-wydawniczej działa zasada rozprzestrzeniania się innowacji. Polska jest na etapie Innovators / Early Adopters, w USA to już Early Majority.

Osobiście obstawiam połowę dekady jako punkt osiągnięcia u nas masy krytycznej. Czyli trzeba startować już teraz. Te zmagania papier/cyfra to dla mnie najbardziej pasjonujące obecnie zjawisko w mediach.
-
piotr.mikolajski
2009/08/02 10:30:23
Tak naprawdę startować trzeba było 2-3 lata temu. Nie mam na myśli samej dystrybucji, ale rozpoczęcie rozważań i przymiarek do takich zmian w ramach samych wydawnictw. Wszelkie procesy transformacji trwają dużo dłużej i są dużo bardziej skomplikowane, niż to się planistom wydaje. Im więcej firma ma zgromadzonych danych na swój temat, tym sprawniej cały proces będzie przebiegał. Punktów krytycznych jest naprawdę wiele i bardzo często gotówka jest najmniejszym problemem...

Teraz to naprawdę ostatni dzwonek, jeśli firmy chcą istnieć dłużej, niż kolejną dekadę. Przy czym większość wydawnictw kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Nawet jeśli w niektórych są działy R&D i mają one osoby znające się na tym problemie, to najczęściej nie są oni traktowani poważnie. Znam tez parę przypadków, gdzie poproszeni o wskazanie problemów, z zadania się wywiązali. Skończyło się na podziękowaniu za współpracę lub nieprzedłużeniu kontraktów, albowiem wskazywali nie tam, gdzie powinni byli. To tak na marginesie "kultury" korporacyjnej ;)

Sam wyścig technologiczny mnie też interesuje. Ciekawi mnie zwłaszcza kwestia czytników, szczególnie po ostatnim numerze wykręconym przez Amazon. Chciałbym mieć taki czytnik e-papieru, nad którym to ja będę miał władzę. W końcu część książek mogę sobie zdigitalizować we własnym zakresie i nie chciałbym, żeby ktoś mi usunął elektroniczną wersję "1984" Orwella. Bo to właśnie Orwellem pachnie...
-
prwimmer
2009/08/02 10:40:40
@piotr.mikolajski - byłem na prezentacji eClicto i bardzo im kibicuję nie tylko z tej racji, że to polski producent, ale i tej, że druga wersja ma być już bardzo zbliżona do potrzeb i oczekiwań; pierwsza, we wrześniu/październiku, będzie w zasadzie przymiarką do rynku. Szalenie mnie to ekscytuje. Również i to, że bardzo wyraźnie postawili na ePub.
-
testeq
2009/08/02 12:30:26
piotr.mikolajski pisze: "Owszem, taki serwis to prestiżowa realizacja i pewnie każdy chciałby mieć takie zamówienie w portfolio. Jeszcze więcej osób chciałoby taką kwotę zainkasować (ja również), ale to nie oznacza, że uważam 297802 złotych (+22% VAT) za dobrze wydane pieniądze. W tym serwisie nie widać niczego, co uzasadniałoby taką kwotę..."

Cieszmy się, że to nie $18 000 000 - jak w przypadku recovery.gov:

"According to the GSA, Recovery.gov will be rebuilt over the course of five months for a total of $9,516,324. The Recovery Accountability and Transparency Board then has the option to exercise options that can take the contract through 4 more years for a total of $17,948,518. The award winner is a company called Smartronix which will likely subcontract out to several companies over the next few weeks to deliver the site." - źródło: www.sunlightlabs.com/blog/2009/07/09/18-million-recoverygov-20/
-
piotr.mikolajski
2009/08/02 14:22:26
@ testeq

Z pewnej perspektywy to niestety podobna kwota. Mam na myśli nie tylko inne relacje cenowe, ale również kwestię wsparcia przez kolejnych kilka lat. Śmiem twierdzić, że za półtora roku będziemy mieli kolejny przetarg i kolejną wersję serwisu. Która, być może, będzie funkcjonować bez kolejnych zmian przez kolejną kadencję.


@ PW

Postawienie na ePub jest dobre, acz patrząc na rynek zachodni nie wiem, czy nie skończy się to przypadkiem tak, jak z OpenDocument. Mam nadzieję, że i zachodnie czytniki dużych firm (jak Amazon Kindle) go wspierać. Nie chciałbym, żeby w przypadku czytników zdarzyła się sytuacja, jak z komunikatorami. Zamiast 1-2 używam 4-5...

Bitwa na tym polu chyba nawet się jeszcze nie zaczęła. Mam nadzieję, że szybko doczekamy się czytnika pozwalającego na obsługę wielu typów kard pamięci o pojemności ponad 4GB i kosztującego 200-300 złotych. Wtedy ta forma publikacji oraz dystrybucji treści ma szansę stać się powszechną.
-
artnow
2009/08/05 13:30:19
Ja pamiętam jedno. Chip kiedyś jako pierwszy wydał wydanie (masło maślane) w którym szczycił się tym, że przekroczył objętość 300 stron.

Po paru latach wróciłem do kupowania Chipa i jakie było moje zdiwienie, jak dostałem do ręki cieniuteńką gazecinę, gdzie 15% objętości to reklamy...

Zapraszam do siebie.



.