|
Nowości Helionu
|
Blog > Komentarze do wpisu
Dlaczego lubię blogi
Choć blogosfera zmieniła się w ciągu ostatnich kilku lat - to przecież naturalny proces przekształcania i dojrzewania - nie zatraciła swojej największej wartości, jaką jest przyciągnięcie milionów ludzi do aktywnego uczestniczenia w internetowym obiegu myśli. Jakkolwiek raport Technorati mówi, że zaledwie kilka procent blogów wykazuje jakąś sensowną aktywność, to jest to wystarczająco wielka liczba, idąca w miliony, aby nie obawiać się wyjałowienia tej najbardziej obecnie aktywnej sfery Internetu. W podstawowym czytniku RSS, jakim jest dla mnie Google Reader, zgromadziłem dobrze ponad setkę kanałów. Większość z nich to blogi, do których sięgam bezpośrednio, bo szczególnie mnie zainteresowaly - to przede wszystkim blogi techniczne, ale też polityczne, a także garść blogów internetowych przyjaciół, których lubię po prostu czytać. Nie jestem jednak w stanie samodzielnie obsłużyć nawet tysięcznej części tych aktywnych blogów, zatem rezygnuję tutaj z roli "żołnierza frontowego" i wysyłam w bój agregatory. Przywiązuję do nich ogromną wagę - to właśnie przez sporą grupę agregatorów mam dostęp do tysięcy blogów, które pokazują się jako tytuły w czytniku. Bezpośrednia obsługa kanałów jest oczywiście najbardziej precyzyjna, ale to agregatory decydują o tym, że mam szansę wyłapać rzeczy interesujące i wartościowe - pojedyncze wpisy, które czasem nawet zachęcają do włączenia tego czy innego bloga do czytnika. To agregatory są dla mnie interfejsem ogromnej grupy blogów rozmaitej maści, a ich technicznej sprawności i wyczuciu, wręcz smakowi, powierzam dobór treści, które choć migną mi przez chwilę w czytniku. Lubię blogi i sam nieraz zachęcam znajomych do ich zakładania. Kiedyś dość wysoko założoną poprzeczką, barierą wejścia do Internetu była choć podstawowa umiejętność posłużenia się językami webmasterskimi, do czego zawsze aktywnie zachęcałem. Jednak to właśnie blogi obniżyły tę poprzeczkę do poziomu nie wyższego niż umiejętność obsłużenia komputera, dzięki czemu nagle w publicznym obiegu myśli pojawiło się mnóstwo osób, które uprzednio nie miały szansy w nim zaistnieć. Największą wartością Internetu są przecież sami internauci, a nigdy wcześniej nie pojawiło się w nim tak wielu ludzi mających coś interesującego do powiedzenia. Czasem, raz na sto, raz na tysiąc, pojawia się autentyczny diament - to intrygująca treść albo świetny język, nierzadko humor czy zaskakująca głębia przemyśleń, niekiedy po prostu odmienność ucząca tolerancji, pokazująca, że są różne punkty widzenia. I myślę sobie wtedy, że ta osoba być może obdarzała nimi uprzednio niewielki krąg znajomych, a teraz, dzięki blogom, dzieli się nimi z tysiącami innych ludzi. Im więcej takich osób, tym większa "różnorodność genetyczna" Internetu, jakże przecież ważna dla jego atrakcyjności. To taki coming out, gdyby użyć modnego od niedawna terminu, choć akurat z całkiem innej parafii. Web 2.0, czasem wyśmiewany czy kąśliwie komentowany przez niektórych geeków, stał się nie tylko rewolucją techniczną - to przede wszystkim rewolucja społeczna i kulturowa, która otworzyła nagle bramy do świata ludzi zachęconych do osobistych wypowiedzi w najrozmaitszych sprawach. Większość z nich jest banalna, ale jak długo potrząsać tym sitkiem, to znajdzie się trochę grudek szczerego złota. To właśnie niezaprzeczalna zasługa blogosfery - i dlatego ją lubię. niedziela, 23 listopada 2008, prwimmer
TrackBack
Komentarze
Gość: murwazy, chello089078154034.chello.pl
2008/11/23 21:07:49
piotr.mikolajski
to normalne zjawisko, ta ciemna strona istnieje tez w prawdziwym zyciu ale w necie latwiej filtrowac. dzieki obnizeniu progu dostepnosci - chodzi o techniczna strone - wiecej ludzi ma mozliwosc publikowania w internecie. wartosciowe tresci zawsze mozna odnalezc, co wiecej - mozna weryfikowac informacje dzieki istnieniu wielu zrodel. praktycznie same plusy 2008/11/23 21:14:15
Oczywiście warto się podpisać pod wyżej zawartymii słowami. Ja jeszcze jedną przyjemną właściwość dodam - mianowicie niezależność i dystans blogerów... też chyba istotne...
Gość: homo_googleticus, 89.108.210.18*
2008/11/23 21:28:22
Skrajny kontrast. Komplementarne: zionący wręcz optymizmem i pozytywną energią wpis Autora i brutalnie sprowadzający na ziemię pierwszy komentarz. Uff! Jeszcze polska blogosfera nie zginęła (kiedy My piszemy). `(|:-)
P.S. Za oknem ponury listopad, stan podgorączkowy; ten wpis poprawił mi humor nawet bardziej niż 3 herbata z cytryną `(|:-) 2008/11/23 23:07:50
@Piotr - pytanie, jak się mają do siebie te tendencje, który strumień szybciej rośnie. Moim zdaniem - mówię to na wyczucie, bez twardych danych - błahostki po pierwszym entuzjazmie ich autorów nikną, wartościowe rzeczy się przebijają, zatem ich udział będzie rosnąć, choć ciągle to tylko małe grudki w masie szlamu.
2008/11/23 23:10:06
Taki mały dżings, używam agregatów, nie agregatorów ;) Głownie blogboxa, bo tam są mądrzejsze blogi i raczej nie prowadzi w rankingu blog o stanikach ;)
W sumie to jestem już z drugiej strony barykady. Jak miałam 100 blogów w czytniku było przyjemnie. Odkąd ich liczba nieubłaganie zbliza się do 300 mam problem. Przydałby mi się Automatyzny Odsiewacz Szmiry Internetowej o czym zresztą piszę ostatnio na lavnecie :) 2008/11/23 23:20:02
@Lavinka - pomysł z AOSI jest dobry, ale musiałoby to być ustrojstwo semantyczne, bardzo zmyślne, uczące się samodzielnie na podstawie działań czytelnika. Czyli za jakieś pół wieku.
2008/11/23 23:23:59
@Lavinka - nie złapałem tych agregatów (?). Agregatory to powszechnie używany skrót na serwisy agregujące treści.
2008/11/24 08:43:17
Chyba żartujecie - czytacie po 300 kanałów? Gdyby mi nie było wstyd, tobym się przyznał, że tak naprawdę regularnie czytam tylko Poradnik Wimmera, a staram się czytać kilka czy kilkanaście innych :-)
Są już agregatory, o jakich mówicie, działające na różnych zasadach (sztuczna lub "ludzka" inteligencja w różnych układach). Pisałem o niektórych kilka miesięcy temu, a na stałe korzystam aktualnie z Socialmedian - rzeczywiście dobry, pisałem o nim *tu . Codziennie świeża porcja informacji. Inne nowości to Veritocracy, dość ciekawe ale dziwaczne Popego... Jest jeszcze POPURLS, chociaż on ma ograniczone możliwości dostosowania do naszych potrzeb.No i Newsflashr - też dosyć ciekawy. I Regator... Pamiętam, że wcześniej też trafiłem na kilka ciekawych.
Gość: Galaktyczny Edek, adcs201.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/11/24 09:51:45
Piotrze, widzę że masz podobne zdanie do Lema. Nie jest jednak tak źle :-)
Ja natomiast lubię blogi i lubię się wpisywać pod blogami. Lubię też zdobywać wiedzę i doświadczenie z blogów. Przyznam, że blogi jakie czytuję są raczej "popularnonaukowe" (to wcale nie ujma dla autorów, a raczej wyznacznik mojej wiedzy) i 3/4 z nich nie jest w języku polskim (to samo się tyczy zagranicznych grup dyskusyjnych). Opiszę dlaczego lubię blogi, a zaczynam nienawidzić tradycyjnych sposobów przekazu (pod którymi wpisywać się nie będę bo nie warto aby inni robili z nas idiotów). Przykłady z najpopularniejszego polskiego drukowanego dziennika. Przykłady z ostatnich paru dni: - temat problemów ekonomicznych XX wieku stał się ostatnio en vogue. Tak się składa, że z tej tematyki napisałem doktorat, publikowałem też tu i ówdzie. Pisze autorka i pisze dziwnie znajomo...no to się pytam skąd ma takie dane, bo akurat do niektórych z nich (jak na przykład archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych Cesarstwa Japonii) nikt z Polski nie dotarł (nie było wpisu z archiwum, poza tym język japoński jest nad Wisłą stosunkowo mało popularny). Dla mnie sprawa oczywista, że autorka mało że dokonała plagiatu, to na dodatek wzięła za to pieniądze, została pewnie pochwalona ze to takie nowe ujęcie zdawałoby się wyeksploatowanego tematu , a mnie nawet nie raczyła przeprosić za swój niezbyt chwalebny czyn. W przypadku blogów mi się to się to jakoś nie zdarzyło. Jakoś nie wyobrażam sobie aby liczący się i szanujący autor na blogosferze kradł komuś teksty. W realu? Jak najbardziej. - jak bloger pisze "na bieżąco" to nie robi z innych idioty. Wczoraj w wydaniu elektronicznym tejże gazety ukazał się artykuł o "składnicach danych", zresztą artykuł mocno wtórny i merytorycznie dość słaby. Ostatnio wśród dziennikarzy internetowych tej gazety (ale nie tylko tej), rozpowszechniła się moda "pisania artykułu pod wpływem internautów". Wygląda to tak, że autor (??) obserwuje wpisy pod swoim dziełem i przeredagowuje wszystko na bieżąco tak jak oni podpowiadają lub krytykują artykuł. Rzecz w tym że wpisujący się jeśli są to wpisy merytoryczne a nie bełkot - z perspektywy osób które o tym procederze nie maja pojęcia - wychodzą na idiotów, bo "powtarzają po autorze" (czasem jeśli to artykuł społeczny, a internauci niezgodni z linia gazety to po prostu się ich wycina). Dlaczego o tym piszę? Otóż dlatego, że w przypadku wpisów na blogach - mimo że może być to DOKŁADNIE ta sama treść - takie sytuacje się nie zdarzają. Zapewne jest to splot paru czynników - bardziej bezpośredniego kontaktu z blogującym (choć przy dużej popularności pewnie jest to problem - chyba dobrym przykładem byłby Janusz Korwin-Mikke), coś w rodzaju "etosu blogera" (doświadczyła tego pani redaktor z "Wprost", którą w Salonie24.pl nakryto na plagiatach. "Na papierze" jakoś to nie raziło...), oraz samej formy bloga. Innymi słowy - dobry blog czy dziennikarstwo obywatelskie stawiam o wiele wyżej niż "papier". Oczywiście zdaję sobie tez sprawę z mankamentów, ale przyznam że zwłaszcza na gruncie polskim wolę chwycić do ręki (??) dobrego bloga niż dobrą (są jeszcze takie?) gazetę. 2008/11/24 11:22:09
@Edek - Wygląda to tak, że autor (??) obserwuje wpisy pod swoim dziełem i przeredagowuje wszystko na bieżąco tak jak oni podpowiadają lub krytykują artykuł. .
Rzeczywiście, to jest problem. Ponieważ sam czasem reaguję na komentarze poprawieniem wpisu, rozwiązałem sprawę za pomocą dwóch chwytów. - przekreślenie starego fragmentu i dopisanie nowego - dopisanie informacji pod hasłem "późniejszy dopisek", z podaniem źródła oświecenia No ale nie każdy autor ma szacunek dla źródeł wiedzy, a wielu kocha popisywać się cudzymi pomysłami. 2008/11/24 11:32:23
@Edek - Innymi słowy - dobry blog czy dziennikarstwo obywatelskie stawiam o wiele wyżej niż "papier". Oczywiście zdaję sobie tez sprawę z mankamentów, ale przyznam że zwłaszcza na gruncie polskim wolę chwycić do ręki (??) dobrego bloga niż dobrą (są jeszcze takie?) gazetę.
To atrakcyjne źródła, ale wymagające - od czytelnika. Podobnie jak z Wikipedią - jest w wielu sytuacjach nieocenionym źródłem wiedzy (często korzystam), ale trzeba umieć krytycznie czytać i dostrzegać miejsca możliwych pomyłek czy nieścisłości, a potem starać się jakoś je weryfikować. Swoją drogą, przypomniała mi się sprawa mojego tutora w kole naukowym ekonomii politycznej na SGPiS, ze trzy dekady temu, który zrobił całkiem zgrabną habilitację, po czym okazało się, że zbyt mocno wzorował się na radzieckim oryginale. Ktoś wyłapał i nasz doktor musiał uciekać z uczelni. Był to rodzaj bardzo inteligentnego cynika, który nie miał większych skrupułów, choć pamiętam go w sumie jako fajnego, sympatycznego gościa.
Gość: Galaktyczny Edek, adcl173.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/11/24 14:09:28
Pawle, u Ciebie jest to rozwiązane idealnie. Naprawdę nikt nie ma żadnej wątpliwości co i skąd się wzięło.
Wystarczy słowo "dziękuję" pod wpisem i sprawa załatwiona. Nie chodzi przecież aby wstawiać cytat - to nie jest praca naukowa, więc nie musi mieć stosownego aparatu. Nie jest to też forma drukowana więc może zostawiać więcej miejsca na swobodę. Niestety autorzy publikacji drukowanych w gazetach mają często bardzo luźny stosunek do własności intelektualnej, co dziwi bo to co jest a papierze zostaje. Choć generalnie dziennikarze nie potrafią ostatnio nawet prawidłowo przytoczyć wyniku meczu i kto w nim występuje: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=88&w=87599047&v=2&s=0 Co do rzetelnych i interesujących blogów mi to nieco przypomina może nie tyle bloga (bo go nie miał), ale twórczość internetową Andre Franka en.wikipedia.org/wiki/Andre_Gunder_Frank który potrafił dyskutować jak równy z równym na forach dyskusyjnych - a był to człowiek nominowany do nagrody Nobla. Pisał na tematy niełatwe, a poziom wypowiedzi to była najwyższa półka. Sam przechowuję kilka maili od Niego, w których pokrótce referuje swoje poglądy gdy w połowie lat dziewięćdziesiątych napisałem o trudnościach w dotarciu do książek których był współautorem. Część dyskusji internetowych z Jego udziałem jest zresztą zarchiwizowanych. Warto się z nimi zapoznać, nawet po latach. Natomiast co co mnie uderza w Polsce, że osoby plagiatujące czy "pożyczające czyjeś idee" potrafią nie tylko nie powiedzieć "przepraszam", ale jeszcze - jak w przypadku Elizy Michalik o której powyżej wspominałem - edytować wpisy na swój temat w Wikipedii, mimo że fakt plagiatu jest bezsporny. Ręce opadają. PS Twój wykładowca nieco przypomina mi mojego wykładowcę etyki na Akademii Medycznej w Poznaniu, gdzie przez rok pobierałem nauki. Otóż ten wykładowca miał zwyczaj sypiać ze studentkami, nie bez chęci i i korzyści ze strony tych ostatnich. Gdy go na tym przyłapano i wszyscy byli oburzeni że to nie tyko wykładowca ale etyki to tłumaczył się "Ależ ornitolog niekoniecznie musi sam umieć latać....". Moim recenzentem miał być profesor z Bydgoszczy, który sam został złapany w atmosferze skandalu na budowaniu całej kariery naukowej na zręcznych plagiatach, za to mi zarzucał zbyt małą ilość cytatów w doktoracie. Wypisz-wymaluj relacja Czeszki z Hłaską z "Pięknych dwudziestoletnich" :-) 2008/11/24 17:16:47
@Edek - a propos Franka; pasjonowałem się swego czasu systemami ekonomicznymi, zwłaszcza ekonomią matematyczną, ale to było w czasach, gdy wydawało mi się, że da się ująć statykę i dynamikę systemów pięknie skonstruowanymi modelami matematycznymi i ekonometrycznymi. Potem entuzjazm trochę mi przeszedł, zwłaszcza jak się okazało, że czynnik losowy to całkiem spory ogon, który żyje własnym życiem, a predykcja jest obarczona potężnym ryzykiem. Z biegiem czasu człek mądrzeje, bo dostrzega, że życie jest bardziej skomplikowane niż formułki :-)
Inną moją pasją była demografia, która jest już znacznie bardziej przewidywalna. 2008/11/24 23:20:42
Ech, dość już o dziennikarzach! Niektórzy to takie patałachy, że nie potrafią streścić cudzego tekstu, bo czytają chyba same tytuły i zajawki. Dopiero co dzisiaj musiałem objechać jednego z tych babolarzy na swom blogu. No patrzcie, zeszło na dziennikarzy i zapomniałem, co chciałem napisać.
Dla ścisłości: sam dłubię jako dziennikarz i przynajmniej raz strzeliłem babola, żeby nie było, że się jakoś wywyższam. Ale przynajmniej umiem czytać ze zrozumieniem do diaska! Dość o dziennikarzach, bo mi się ciśnienie podnosi, a to przed snem niedobrze.
Gość: Galaktyczny Edek, adcl173.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/11/25 00:47:38
Pawle, ważny jest po prostu zdrowy rozsądek i dystans w stosunku do teorii ekonomicznych, bo zbyt kurczowe trzymanie się powoduje zupełnie kuriozalne wnioski. Jak dostrzegłeś ograniczenia ekonomii matematycznej to należy trochę żałować że to porzuciłeś - bo byłbyś w tym dobry, skoro sam dostrzegłeś ograniczenia możliwości jej stosowania. Wierz mi, że zazwyczaj przyjmowana jest postawa "jeśli teoria nie zgadza się z praktyką to tym gorzej dla praktyki".
Jurgi, masz oczywiście rację. Zresztą ja nie potępiałbym wszystkich dziennikarzy. Tak jak w każdym zawodzie są mniej i bardziej dobrzy. Podobnie jest z dentystami, inżynierami czy kierowcami. Rzecz w tym, że ostatnio zdarzają się takowi dziennikarze którzy pod względem merytorycznym są wyjątkowo słabi i nie czuje się na siłach aby wyrokować dlaczego tak się dzieje, ale że się tak dzieje to pewnik. Dla mnie fakt plagiatu jest rzeczą przygnębiającą i nie chodzi mi o to że ktoś ściągnął ode mnie parę akapitów. Plagiat sam w sobie świadczy, że coś przerosło możliwości plagiatora i dlatego on poszedł na skróty. Co gorsza, w przypadku tej dziennikarki nie zauważa ona (nie chce zauważać?), że był to czyn zły i przede wszystkim nie potraktowała fair swoich czytelników. Co do dziennikarzy sportowych, którzy nie potrafią (we trzech!) prawidłowo przytoczyć wyniku meczu transmitowanego przez telewizję to szkoda słów. Mnie jeszcze mierzi nieznajomość rudymentów geografii i historii wśród kwiatów polskiego dziennikarstwa. Latem tego roku miałem okazję słuchać w dość renomowanej stacji radiowej wywodów dziennikarki z uporem twierdzącej że Węgrzy to Słowianie. Początkowo sądziłem, że to jej przejęzyczenie. Okazało się niestety, że nie :-( W każdym razie nie denerwuj się. Zwyczajnie nie warto. Walenie głową w mur mija się z celem, ale nie mija się z murem* ;-) *to cytat z Leca PS Mnie osobiście irytuje częste podkreślanie, ba! chwalenie się! brakiem podstawowej wiedzy matematycznej przez polskich humanistów. "Nie potrafię dodawać, gdyż jestem etnologiem" - to dosłowny cytat. Aż strach się pytać o - na przykład - twierdzenie Bayesa... 2008/11/25 01:02:42
Przykład, typowy dla dziennikarzy, a niezmiernie irytujący, bo temat często gości na ekranie: nieodróżnianie wzrostu od tempa wzrostu. Ileż to razy słyszę, że gospodarka spada, bo tempo wzrostu spadło. Taki gość nie zauważa, że jednak ciągle rośnie. A wystarczy szkolna matematyka.
Człowiekowi myślącemu trochę na lekcjach można powiedzieć, że pierwsza pochodna jest dodatnia, choć druga ujemna - mądrej głowie dość pochodną w łeb :-) 2008/11/25 05:41:23
Oraz mylenie procenta z punktem procentowym... (Tu powinna być emotka przedstawiająca wywracanie oczyma.)
|
Zgadzam się z Tobą, że jest mnóstwo osób, które piszą ciekawie i dzięki obniżeniu progu wejścia możemy zapoznać się z ich poglądami i spostrzeżeniami. Niestety, ciężko jest je wyłapać w szumie ludzi piszących o niczym, albo wręcz dezinformujących. Albowiem do Twojego spostrzeżenia muszę dorzucić łyżkę dziegciu - nigdy wcześniej nie pojawiło się w Internecie tak wiele osób, które nie mają nic ciekawego do powiedzenia :o/
Popatrz choćby na tematykę tworzenia stron. Pełno dziś ekspertów od programowania, kodu XHTML/CSS, użyteczności czy architektury informacji, których jedynym realnym osiągnięciem jest pisanie na blogu. Co więcej, bardzo często nie mają oni żadnych kompleksów i swoją niewiedzą kompletnie się nie przejmują. Po wytknięciu błędów cenzurują komentarze na blogu lub dopisują pod krytyką sporo komentarzy popierających swoje stanowisko.
To jest ciemna strona "Web 2.0" i koszt tej popularyzacji. Nie jestem przekonany, czy jest to koszt konieczny...