|
Nowości Helionu
|
Blog > Komentarze do wpisu
Byłem pierwszy, czyli łańcuszek świętego Izydora
Webstop zamieścił właśnie wpis zatytułowany Rzetelność dziennikarzy i blogerów przy powoływaniu się na źródła - ponieważ akurat ostatnio zastanawiałem się nad tą sprawą, wykorzystam tę okazję do kilku słów komentarza. Pierwszeństwo w podaniu jakiejś ważnej wiadomości jest powodem do dumy, mniej czy bardziej uzasadnionej, każdego dziennikarza czy blogera - szczęśliwi ci, co cierpią na wczesne wstawanie i jako pierwsi wyłapują w RSS-ach wiadomości z naszej nocy a amerykańskiego wieczoru, że właśnie pojawił się nowy procesor, a znany biznesmen sie rozwiódł. To samo dzieje się w telewizjach, gdzie zawsze z dumą pokreśla się, że "jako pierwsi podaliśmy tę wiadomość". Autor notki w Webstopie o tyle ma rację, że wielokrotnie w blogach pojawiają się wpisy będące w oczywisty sposób zapożyczeniem z innych miejsc. Autorzy tym się różnią, że jedni solidnie odrobią lekcję i skomentują wiadomość, stworzą jakąś wartość dodaną, gdy inni bezmyślnie zerżną nie tylko informację źródłową, ale i komentarz - ambitniejsi zrobią to jeszcze własnymi słowami. Wszyscy rżniemy równo z zachodnich, głównie amerykańskich źródeł, bo tam się dzieje najwięcej - częściej zresztą ze źródeł wtórnych, a nie pierwotnych (z blogu Smitha, który podał ciekawą informację o Apple'u, a nie z samego Apple'a). Przeglądając rozmaite blogi, które skądinąd cenię za wszechstronność, regularność i obfity materiał, od razu widzę, skąd czerpią informacje. Szanujący się blogerzy podają je wprost (tego dobrego obyczaju przestrzegają rygorystycznie np. AntyWeb i vBeta.pl), u innych widać je wtedy, gdy zna się podstawowe blogi anglojęzyczne. Sam podaję źródła wtedy, gdy przytaczam jakąś myśl, celną uwagę czy wyraźnie autorski komentarz cudzego pomysłu, natomiast pomijam wtedy, gdy źródłem jest agregator taki, jak KillerStartups, FeedMyApp czy NetWebApps, bo jest to moim zdaniem zbędne. Nie ma sensu powoływanie się na blog XXX, w którym wyczytałem, że pojawiła się ciekawa funkcja w GoogleDocs czy nowa wersja Opery. Krótko mówiąc, szacunek dla cudzych tekstów jest niezbędny wtedy, gdy są one oryginalne. A już na pewno nie powinno się rżnąć bez podania źródła cudzych obrazków, chyba że robimy hotlink, bo nie ma akurat innego wyjścia. Na pewno warto się starać o stworzenie wartości dodanej - jakiś ogólnowojskowy komentarz, przytoczenie pokrewnych produktów i usług, uwagi o rozwoju opisywanego produktu, czasem nawet żartobliwa uwaga są mile widziane, a już szczególnie wartościowy jest np. krótki test programu czy też zapisanie się do nowego startupu i szybkie przejrzenie jego możliwości. Informacja na zasadzie "podaj dalej" jest tylko wtórnym szumem bez wartości. Tę technikę stosują nierzadko ludzie, którzy bardzo chcą zaistnieć, choć jeszcze nie staje wiedzy, umiejętności, a już szczególnie pracowitości. Szybkość upowszechniania się informacji sprawia, że bardzo trudno jest ustalić, kto, kiedy i od kogo ściągał. Wręcz szkoda na to czasu. Widywałem niejednokrotnie informacje ewidentnie ściągnięte ode mnie (da się to czasem rozpoznać), które ktoś cytował jako wzięte od całkiem innej osoby. Nie mam o to wcale pretensji, bo w tej plątaninie trudno się już rozeznać. Tak czy owak, przestrzeganie dobrych obyczajów jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a niejednemu pomogło. Aha, święty Izydor to patron internautów. czwartek, 03 kwietnia 2008, prwimmer
TrackBack
Komentarze
2008/04/04 07:41:30
Tekst ciekawy, jako nowy (od kilkunastu dni) gość w blogosferze przeczytałem go dokładnie. Może przydałoby się napisać coś typu "10 przykazań polskiego blogera?" I za nieprzestrzeganie - ekskomunika... Fakt, że ciekawa ta pogoń za nowością - na ogół nowe serwisy czy programy istnieją jakiś czas i świat się nie zawali, jeżeli nie dowiem się o nim o 8 rano, tylko o 16.30. Tyle, że temu pierwszemu można wybaczyć tłumaczenie "żywcem" z zachodniego bloga (bo wartość dodana to właśnie tłumaczenie) a inni muszą już dodać coś od siebie.
A dyskusja na webstopie stała się dość ostra... 2008/04/04 08:59:51
Kiedyś tutaj napisałem taki zalążek kodeksu, czy może skromniej, etykiety:
poradnikwebmastera.blox.pl/2006/12/Blogowe-dos-and-donts.html 2008/04/04 10:11:26
Zasada jest prosta... Nie przepisywać newsów - pisać własną treść. Niech to inni ściągają od nas!
2008/04/05 00:32:29
Na vBeta.pl to jest norma od samego poczatku istnienia bloga i nie tylko vBeta.pl, bo wszystkich, ktore do blomedia.pl naleza. :)
Wiecej napisalam u antyweba: antyweb.pl/linkowanie-podobno-nie-boli/#comments |
Mimo to, subskrybuję i zachodnie media/blogi jak i lokalne. Bo lokalne, oprócz zrzynania z zachodnich mediów, piszą też o naszej piaskownicy.
PS: Zastanawiam się czy ta sama wiadomość powielająca się w moich rss'ach z 10 razy nie staje się irytująca...w większości przypadków raczej nie.
Bo na szczęście autorzy czasem dodają krótkie coś-od-siebie.