|
Nowości Helionu
|
Blog > Komentarze do wpisu
Wzięło i umarło
Warszawskie targi teleinformatyczne Komputer EXPO były hitem w pierwszej połowie lat 90. - biegaliśmy wtedy z wywieszonymi językami po salach wystawowych w Pałacu Kultury i Nauki, śledząc z wypiekami na twarzy sprzętowe nowości. Przez tereny wystawowe zwykle przelatywał najpierw huragan w postaci nastoletniej dzieciarni zbierającej foldery reklamowe, po czym można było już w miarę spokojnie poświęcić kilka dni na spenetrowanie wszystkiego, co się pojawiało. W którymś momencie Komputer EXPO stało się nawet miejscem światowych premier rozmaitych produktów, co niesłychanie podnosiło prestiż imprezy. Nasza redakcja (PCkurier) przez wiele lat redagowała też codzienny biuletyn targowy - po całym dniu oglądania biegło się do redakcji, by do nocy pisać i składać teksty, a po północy wysyłać dysk ze składem do drukarni i rano odbierać nakład. To były ogromnie emocjonujące chwile, które wspominam z sentymentem jako okres informatycznej burzy i naporu. Niestety, pod koniec lat 90., a już szczególnie w obecnej dekadzie, targi zupełnie spsiały - premiery nie były już gromadzone na targi, a odbywały się w ciągu całego roku, dostęp do informacji za sprawą Internetu pozbawił je waloru źródła komputerowych wieści, wreszcie zaczęły się stopniowo wycofywać firmy. W 2006 roku zmieniła się formuła - znikły targi Komputer EXPO, pojawiły się EUROCOM EXPO, będące już marnymi popłuczynami po poprzedniku, ale pod adresem www.eurocomexpo.com widnieje dziś jakaś zupełnie nie związana z targami witryna. Sic transit gloria mundi. Trzyma się jeszcze jakoś kapituła Info Star, bo to może najbardziej rajcuje grono zainteresowanych osób. W tym roku w kategorii Propagowanie Informatyki, co warto z satysfakcją podkreślić, laureatem Info Stara został wychowawca naszych olimpijczyków i zdobywców mnóstwa nagród na konkursach i olimpiadach informatycznych, prof. Jan Madey z Uniwersytetu Warszawskiego. sobota, 03 lutego 2007, prwimmer
TrackBack
Komentarze
2007/02/03 13:10:12
no, dokładnie, ja tam miałem jakieś wejściówki ściemniane, albo się wślizgiwałem zupełnie bocznymi wejściami zwiedzając przy okazji pół pałacu.
tam pierwszy raz widziałem, coś co mnie zszokowało: zdjęcie na ekranie, które wyglądało jak zdjęcie (monitor ten wyświetlał aż 256 kolorów). i różne takie. jeszcze przychodzi mi do głowy stoisku suna, gdzie zamiast komputerów była informacje, że można je oglądać w urzędzie celnym. typowe dla tych czasów. |
Pozdrawiam
A.