Paweł Wimmer - blog towarzyszący kursowi języka HTML w Helionie. Założony 10 czerwca 2006.






darmowe liczniki - od 17.02.2008
Add to Google - zaabonuj RSS

Nowości Helionu

Blog > Komentarze do wpisu
Rozmawiać czy przemawiać?

Jak wystawisz sobie stronę w Internecie, to nawet nie masz pewności, jak jest odbierana przez innych, chyba że założysz forum albo przynajmniej księgę gości, ale to raczej rzadkość. Gdy zmajstrujesz sobie bloga, sytuacja zmienia się diametralnie, bo system ten z natury dopuszcza do głosu innych, a nie przypuszczam, by większość niedzielnych blogowiczów zdawała sobie sprawę np. z możliwości zablokowania komentarzy czy przynajmniej wymuszenia logowania, co ogranicza już w jakiejś mierze swawolną anonimowość.

Innymi słowy, na klasycznej stronie przemawiasz, a w blogach rozmawiasz z innymi, co stwarza, paradoksalnie, trudniejszą sytuację - przynajmniej z pewnego punktu widzenia - choć podstawową ideą blogu jest akurat znaczące obniżenie poprzeczki publikowania, a zatem dopuszczenie do głosu szerokiej publiczności, która nie ma czasu / głowy / ochoty (niepotrzebne skreślić) uczyć się choćby elementarnych technik webmasterskich. Popularyzacji towarzyszy otwarcie się na innych, czego skutki bywają nieraz przykre, bo trzeba się zgodzić na to, że zostaniemy przez kogoś objechani czy wyśmiani.

Znakomita większość blogów jest pisana na zasadzie „kochany dzienniczku”, a zaglądają do nich w gruncie rzeczy tylko ich autorzy i skrzyknięte, pospolite ruszenie w postaci rodziny i kilkorga znajomych – to „bezpieczny” krąg osób, które krzywdy nam nie zrobią. Ale blogi cieszące się już jakąś uwagą nieco szerszej publiczności są narażone na bezpardonowe nieraz komentarze, które bywają przykre, a dla niektórych wręcz bolesne. Doświadczenie z niektórych grup dyskusyjnych w Usenecie mówi przecież, że do prowadzenia publicznych rozmów potrzebna jest nieraz naprawdę gruba skóra, i że dla wrażliwców nie ma tam często miejsca. A nie każdy jest wystarczająco pyskaty, żeby dać sobie radę z cudzymi złośliwościami.

To paradoks, bo coś, co z samej swej istoty ma przyjaźnie otworzyć „łamy” Internetu dla szerokiej publiczności - o ogromnie zróżnicowanym przecież wykształceniu, wyrobieniu, umiejętności wysławiania - stwarza zarazem niebezpieczeństwo werbalnego konfliktu, którego nie ma w przypadku klasycznych stron internetowych.

Chyba najlepszym serum na takie „ukąszenia” jest odpowiednia dawka poczucia humoru i autoironii, która wytrąca często broń z ręki adwersarzy i zdecydowanie stępia ostrość krytyki. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że wpisy nadęte i nabzdyczone, próby przemawiania ex cathedra, spotkają się z ironicznymi i kąśliwymi uwagami, bo internetowy vox populi jest nadzwyczaj wyczulony na fałsz, śmieszność i zadęcie. Nawet zbytnie otwarcie bywa ryzykowne – przykładem jest tutaj choćby blog Marcinkiewicza – bo wiele osób drażnią zbyt osobiste wynurzenia. Podejrzewam, że jeśli ekspremier miał czas przeczytać choćby drobną część komentarzy do swojego bloga, to musiał się mocno zdziwić („ja tu do was z otwartym sercem…”). No cóż, to cena popularności – im wyżej siedzisz, tym bardziej cię podgryzają.

No i okazuje się, że z definicji przyjazne miastu i światu blogi mogą się stać miejscem, gdzie doświadczysz ciemnych stron internetowej koegzystencji. Pewnie nie wszyscy przypuszczali, że kryje się w nich taka zdradliwa pułapka.

wtorek, 15 sierpnia 2006, prwimmer

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
Gość: Dinven, 82.160.190.5*
2006/08/15 14:08:28
Dlatego te bardziej "osobiste" blogi chowają się w zakamarkach internetu. Można się zastanawiać gdzie tu sens - przecież samo prowadzenie bloga jest w pewnym stopniu ekshibicjonizmem (jak ja kocham to słowo, używa go chyba każdy przeciwnik blogowania^_^ oni chyba napawają się tym brzmieniem... Ach, to sssyczące ksss), to jednak każde uzewnętrznianie się ma swoje granice. Czy bloger posunie się dalej czy schowa - zależy od charakteru. I bawią mnie twierdzenia, że jak ktoś ma bloga to nie powinien się ograniczać. Ludziom brakuje umiarkowania, chcieliby tylko wóz albo przewóz...^^

Zdradliwa pułapka? Raczej nie. Ludzie to ludzie, i wszędzie gdzie się pojawiają (chyba nikt nie myślał o Internecie i blogach bez człowieka?) zachowują się tak samo. W sumie, na początku można się połudzić że blogosfera to ziemia obiecana, ale na dłuższą metę... To przechodzi. Ci bardziej wrażliwi opuszczają swoje blogi lub chomikują je pod hasłami - ten kto czuje się na siłach, by udostępnić swoje "miejsce" szerszej publiczności - musi się liczyć z krytyką, chamstwem... Jak wszędzie:)

I zaznaczam, ten wpis zawiera moje osobiste przemyślenia, i nie ma celu kłótni z kimkolwiek:)
-
2006/08/15 14:16:09
Miałem na myśli to, że wszystkie pozytywy i negatywy blogów wychodzą z czasem, gdy tylko minie pierwszy entuzjazm, a posiadacz blogu zacznie na trzeźwo oceniać, w co się wpakował :-)
-
2006/08/15 16:06:23
"im wyżej siedzisz, tym bardziej cię podgryzają"

Święte słowa.

Ze skrzywieniem sposobu rozumowania i wyrażania swoich opinii wśród komentatorów mojego bloga nie miałem problemów jeszcze raptem rok temu, gdy odwiedzalność sięgała 2 tys. wizyt w miesiącu. Teraz, gdy ta liczba sięga 3 tys. na dzień obserwuję napływ komentatorów, którzy wyczekują momentów, w których mogliby coś mi zarzucić, gdzieś wbić szpilę byle ulżyć swoim frustracjom.

Tak, jak wspomniałeś Pawle, trzeba mieć grubą skórę. Na szczęście dawno wszedłem w jej posiadanie. :)
-
2006/08/15 16:08:07
albo ja sie myle, albo ktos tu rabie moje pomysly..
-
2006/08/15 16:12:39
Jezu, gdzie?!
-
2006/08/15 20:37:38
ano tyu.
kilkaw watkow temu wspomanilem o rocznicy peceta i rzeczony temat sie pojawil

w poprzednim watku pisze niemalze w/w temat i mialem niejasne uczucie,ze to sie pojawi..

wypada za Jontkiem powiedziec - nie mam zalu do nikogo..
-
Gość: , dpt237.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/08/15 22:09:27
Eee tam, o rocznicy peceta wszyscy trąbią od wielu dni, tydzień temu Bogdan Miś opublikował też spory artykuł w Polityce o historii komputerów.