Paweł Wimmer - blog towarzyszący kursowi języka HTML w Helionie. Założony 10 czerwca 2006.






darmowe liczniki - od 17.02.2008
Add to Google - zaabonuj RSS

Nowości Helionu

Blog > Komentarze do wpisu
Bez imprimatur

Osiem lat temu opublikowałem ten tekst w PCkurierze. W Internecie to całe wieki. W ostatnich dwóch latach przeżywamy blogową rewolucję, która niemal zniosła techniczne bariery oddzielające zwykłego człowieka od publicznej platformy wyrażania poglądów - wydaje się, że tekst jest przez to jeszcze bardziej aktualny niż kiedyś, aż sam się zdziwiłem. Nie zmieniam w nim ani słowa, a Czytelnik sam może ocenić, na ile poruszone w nim problemy dotykają dzisiejszego "dziennikarza obywatelskiego", a przede wszystkim jego własnych czytelników.


(PCkurier, listopad, 1998)

Nieograniczony dostęp do informacji może być w jednakowym stopniu błogosławieństwem, jak i utrapieniem. Internet nie odbiega pod tym względem od klasycznych mediów, choć jego techniczne cechy sprawiają, że stanowi on pod tym względem nową jakość, z którą należy się liczyć przy badaniu społecznych skutków przepływu informacji.

Warunki techniczne i ekonomiczne sprawiały zawsze, że opublikowanie czegokolwiek stanowiło dla zainteresowanych osób barierę niemal nie do przebycia, a najrozmaitsze formy kontroli, od wszechwładzy kościelnego imprimatur poczynając, skutecznie gasiły zapędy wyznawców wolnej myśli.

Internet stał się przełomem, z jakim nie mieliśmy jeszcze do czynienia w całej historii społecznej komunikacji. Gdy spróbujemy porównać działanie światowej sieci z jakąś tradycyjną formą, łatwo dostrzeżemy podobieństwo do publicznej tablicy ogłoszeniowej, do której każdy może w dowolnej chwili podejść i nabazgrać, co mu się żywnie podoba, a chwilę później dostęp do owych mądrości może mieć sto milionów osób, jeśli tylko uznają za stosowne zerknąć do tego akurat zakątka internetowej galaktyki. Aktualność przekazywania informacji jest tutaj, przynajmniej teoretycznie, zbliżona na faktycznego biegu wydarzeń, czym Sieć może wyprzedzać nawet radio i telewizję, nie napotykając na typowe ograniczenia pojemności tych mediów.

Za jeszcze istotniejszą cechę Internetu można uznać dwa fundamentalne wyróżniki, które czynią historyczny wyłom w sposobach komunikowania się. Jednym z nich jest demokratyczna, niczym nie ograniczona wielość nadawców. Internet zrównuje w prawach mędrców i głupców, uczciwych i hochsztaplerów, ludzi wykształconych i półanalfabetów - jakiegokolwiek kryterium byśmy tu nie przyjęli. Przestają się liczyć wykształcone przez stulecia zasady doboru, dzięki którym można było mieć pewność (przynajmniej w cywilizowanych krajach), że za przekazywaną treścią stoi człowiek o określonych kwalifikacjach, gwarantujący niezbędne minimum jakości. Drugim wyróżnikiem jest brak jakiejkolwiek kontroli nad nadawanymi treściami, co sprawia, że obok doskonałych, kompetentnych źródeł informacji na równych prawach istnieją w Sieci nieprzytomne brednie, gdyż głupoty nikt nie cenzuruje. Sieć może być także w wielu wypadkach niemal wyłącznym źródłem informacji - już teraz World Wide Web i Usenet (grupy dyskusyjne) są miejscem, w którym bez większych przeszkód można dotrzeć do treści nie akceptowanych na ogół przez zwykłe media, trzymające się cywilizowanych kryteriów doboru informacji.

Internet wywołuje kulturową rewolucję, której zasięgu nie zdołali sobie jeszcze w pełni uświadomić urzędnicy, żyjący w spetryfikowanym świecie oficjalnych dokumentów. Jak nigdy przedtem, na odbiorcy informacji spoczywa obowiązek samodzielnej oceny treści, do których dociera on w swoich internetowych wędrówkach. Nie istnieją przecież żadne elektroniczne filtry, które w magiczny sposób namaszczają prawdę i piętnują kłamstwo. Żadna przeglądarka internetowa nie będzie zawierać w sobie cenzora, który na wzór klasyfikatora obyczajności witryny odczyta przypiętą do strony etykietkę wiarygodności jej treści. Żaden urząd na świecie nie będzie w stanie wystawić stosownego imprimatur dla setek milionów zmieniających się ciągle stron, pomijając już ten drobiazg, że niemożliwe jest ustalenie kryteriów oceny.

Aby zdać sobie sprawę z szans, a zarazem zagrożeń niesionych przez ocean informacji, wystarczy uprzytomnić sobie tempo rozwoju technicznej strony Internetu i rozmiary tego potopu stron, do których teoretycznie możemy dotrzeć nie wychodząc za próg swojego domu. Niewielu lat trzeba, aby nie mogły się z nim równać żadne zasoby biblioteczne, księgarniane czy archiwalne, do których możemy sięgnąć dzisiaj, a więc zasoby poddane rzetelnej kontroli. Naszą codzienność zbombardują strumienie informacji, które po prostu wymkną się weryfikacji.

Sytuacji tej nie będą mogły stawić czoła żadne urzędy, gdyż nie będzie to po prostu możliwe. Między użytkownikiem Internetu a zalewem informacji nie pozostanie już żadna bariera, a na straży prawdy i intelektualnej uczciwości będzie musiała stanąć jego własna zdolność do oddzielenia ziarna od plew. Internet staje się nagle surowym weryfikatorem systemów nauczania, które będą musiały kłaść coraz większy nacisk na umiejętność uczenia się, rozumienia odbieranych treści, rozpoznawania problemów, logikę myślenia. Zamiast tradycyjnej ryby, uczeń czy student będzie musiał dostać wędkę, gdyż tylko w ten sposób zostanie rzetelnie przygotowany do interpretacji otaczającej go rzeczywistości. Nie budowa pantofelka, lecz rachunek nazw i zdań, nie rozmnażanie ślimaka, lecz zasady wnioskowania muszą stanowić wyposażenie człowieka stającego naprzeciw świata informacji.

Oczywiście od dawna wiele się mówi o unowocześnianiu systemu edukacyjnego i oferowanych przez niego treści. Anemiczne działania państwa w coraz większym stopniu wspierają firmy, osoby prywatne i rozmaite fundacje, choć ich zbiorowy wysiłek ciągle jeszcze jest dalece niewystarczający, aby sprostać rzeczywistym potrzebom. Internet może się stać nieoczekiwanym sprzymierzeńcem, wymuszającym swą specyfiką prawdziwe zmiany - społeczeństwo, które nie potrafi rozumnie inwestować w edukację, popełnia cywilizacyjne samobójstwo.

czwartek, 29 czerwca 2006, prwimmer

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
2006/06/29 11:19:36
A jednak trochę się zdezaktualizowało:

„Żaden urząd na świecie nie będzie w stanie wystawić stosownego imprimatur dla setek milionów zmieniających się ciągle stron, pomijając już ten drobiazg, że niemożliwe jest ustalenie kryteriów oceny.”

tiny.pl/t5tn


-
Gość: , dqh109.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/06/29 11:28:10
To oczywiste, że liczby się zmieniają. A autor napisał, że celowo nie zmienia ani jednego słowa. Właśnie na tym polega sens.
-
2006/06/29 14:08:45
ustelenie jednoznacznych kryteriow oceny jest nie mozliwe - zgadzam sie. ale wyodrebnianie wartosciowych tresci jest mozliwe. tutaj opisalem "tlumne", chaotyczne sposoby redagowania tresci w spolecznym internecie: losamorales.com/?p=32


"społeczeństwo, które nie potrafi rozumnie inwestować w edukację, popełnia cywilizacyjne samobójstwo"

to rządzący powinni wyboldowac, wydrukowac i przywiesic na scianie

-
Gość: , dqh109.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/06/29 14:22:23
@losamorales: pytanie przewrotne, czy tłum chaotyczny jest bystry - ciekawe, że nieraz gromada niezbyt bystrych ludzi podejmuje całkiem rozsądne decyzje. A Twój artykuł jest interesujący.
-
Gość: , dqh109.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/06/29 14:34:39
@amatil: to dość nieudolna próba separowania od treści nieobyczajnych, natomiast nie dotyka ona w żadnej mierze sensowności treści - na szczęście :-)
-
Gość: szmery, host72-trch.spray.net.pl
2006/07/01 12:37:42
autora bloga prosilbym o wieksze rozstrzelenie linii tekstu, bo w obecnym ukladzie wieksze partie tekstu sa nieczytelne
-
2006/07/01 18:03:45
Tu i tak jest większa czcionka niż domyślna. Rozstrzelenie nie bardzo jest możliwe.